Zwycięzcą najpierw zostaje się we własnej głowie

Artur Kielak, Mazury Airshow 2011/ fot. M.G.

W lotnictwie nie można stać w miejscu. Aby zmotywować Was jeszcze bardziej do lotniczego rozwoju, proponujemy nowy cykl artykułów: „Porady Mistrza”. Zapytamy najlepszych w naszym kraju lotników o najróżniejsze kwestie, w których są kompetentnymi fachowcami i źródłami informacji, jak nikt inny.

Pierwsze zagadnienie skierowaliśmy do mistrza akrobacji samolotowych - Artura Kielaka.

Artur Kielak, ur. 1978 r. - Za sterami samolotów od 1995 r., nalot ogólny 5500 godzin. Zawodowo związany z liniami lotniczymi Ryanair, gdzie pełni funkcję kapitana B738. Wcześniej kapitan B733 oraz B734 w liniach Centralwings oraz pilot korporacyjny i demonstracyjny w Cessna Aircraft Company. Instruktor samolotowy i pilot na An-2 w operacjach zrzutu skoczków spadochronowych oraz dodatkowo zajmował się przebazowaniami samolotów jednosilnikowych nad dużymi zbiornikami wodnymi, w tym m.in. nad Oceanem Atlantyckim, Morzem Bałtyckim, a także Śródziemnym. Posiada amerykańską licencję zawodową z uprawnieniami do lotów wg przyrządów i na samoloty wielosilnikowe. Jest pilotem szybowcowym i skoczkiem spadochronowym. Latał na ponad 20 typach samolotów tłokowych, turbinowych i odrzutowych. Od kilku lat jest członkiem kadry narodowej w akrobacji samolotowej, pilotem pokazowym i Mistrzem Polski w Akrobacji Samolotowej. Pasjonuje się akrobacją, żeglarstwem, historią II Wojny Światowej oraz sztukami walki.

Zapytaliśmy go o to: Jakie są kolejne kroki po zrobieniu licencji turystycznej – w stronę wykonywania akrobacji lotniczych. Czy po pierwszym locie akrobacyjnym można stwierdzić czy dany pilot nadaje się do akrobacji? I gdzie w ogóle można się wyszkolić na akrobacje?

***
Droga do wstąpienia w szereg pilotów akrobacyjnych jest dość długa i wymaga wielu wyrzeczeń. Oczywiście jest to ogromne przedsięwzięcie finansowe, ale taka jest akrobacja. Sprzęt i jego użytkowanie jest niezwykle kosztowny, ale nic nie jest niemożliwe. Sam jestem tego najlepszym przykładem.

Szkoląc się na akrobację podstawową, średnią, wyższą i wyczynową, robiłem to etapami. Pracowałem w kilku miejscach w Polsce i za granicą, a wszystkie oszczędności inwestowałem w naukę i szkolenie. Trwało to kilka lat, ale warto było poświęcić wszystko dla tych wrażeń, które teraz towarzyszą mi na co dzień. Jeżeli się czegoś naprawdę pragnie, to wszystko jest możliwe. Osobiście uważam, że to bardzo dobrze, że moja droga była tak długa i kręta, bo ukształtowało to mój lotniczy charakter i spowodowało, że jestem lepszym zawodnikiem. Jeżeli coś przychodzi zbyt łatwo, to się tego nie szanuje. Ja poświęciłem całą młodość, aby dojść do tego momentu w życiu, że zasiadłem za sterami najlepszego samolotu akrobacyjnego na świecie.

Jeżeli chodzi o kroki, to jest wiele możliwości. Wciąż jest kilka aeroklubów i ośrodków szkolenia w Polsce, które zajmują się szkoleniem w akrobacji samolotowej, np. ośrodek w Radomiu, gdzie szkoli mój serdeczny kolega Bartek Pyzik, członek kadry narodowej w akrobacji samolotowej, świetny instruktor i przesympatyczny człowiek. Bo w szkoleniu akrobacyjnym najważniejszy jest spokój i świetna atmosfera na każdym jego etapie. To daje szkolonemu zadowolenie i rozluźnienie, co znacznie przyspiesza proces przyswajania wiedzy.

Dobrym rozwiązaniem jest też wyjazd na szkolenie za granicę - np. do USA, gdzie można cieszyć się doskonałymi warunkami pogodowymi przez cały rok. Godnym polecenia jest na pewno ośrodek szkolenia w akrobacji w Kalifornii - Tutima, prowadzony przez członka kadry narodowej USA - Benjamina Freelova. Jest to bardzo młody pilot z kilkoma tysiącami godzin spędzonych w akrobacji indywidualnej i zespołowej, który stale pnie się we wszystkich tabelach mistrzostw świata.

Osobiście, najbardziej cenię sobie pracę z pilotami, którzy stale goszczą w czołówce tabel na mistrzostwach świata. Według mnie instruktor powinien mieć ogromne doświadczenie zawodnicze, ale przede wszystkim osiągnięcia na arenie międzynarodowej. Jest to o wiele tańsze rozwiązanie, bo każdy lot jest wykorzystany do granic możliwości percepcji i daje szybkie efekty - po tym można poznać mistrzostwo. Świetnym przykładem na to było niedawne szkolenie pilotów naszej grupy z pilotem fabrycznym XtremeAir - Philippem Steinbachem. Jego wiedza, poziom profesjonalizmu i perfekcja pilotażu, wręcz porażała. Dawno nie patrzyłem na czyjeś loty z takim podziwem. Niezwykle motywujące jest to, że człowiek jest w stanie osiągnąć tak wysoki poziom precyzji pilotowania, wiedzy technicznej i taktycznej z planowania lotu akrobacyjnego w połączeniu z wysoką kulturą osobistą i toną humoru. Trenując z takimi ludźmi, każdy dzień to milowy krok w dążeniu do mistrzostwa.

Wracając do samego szkolonego, to - według mnie - w początkowym etapie szkolenia nie można zbyt wiele powiedzieć o uczniu. To za wcześnie, aby ocenić, czy nadaje się do dalszego szkolenia. Na początku zwraca się przede wszystkim uwagę na jego cechy psychiczne. Czy jest spokojny, czy nerwowy? Jak radzi sobie ze stresem, zmianami temperatury i ciśnienia oraz przede wszystkim ze zmęczeniem. Jeżeli pracuje się z dobrym instruktorem to efekty przyjdą same dość szybko. Najwięcej zależy od samego szkolonego - czy mu naprawdę zależy na akrobacji i byciu najlepszym. Zwycięzcą najpierw zostaje się we własnej głowie.

Artur Kielak

Źródło: dlapilota
comments powered by Disqus

Komentarze

Nikt nie broni polskim pilotom szukania pracy w Korei, Singapurze, Chinach, czy Arabii Saudyjskiej, gdzie pracy dla dobrych pilotów nie brakuje.

O, to jest przykład pilota, który nie pracuje za darmo. Pracując za pieniądze można sobie pozwolić na realizowanie hobby jakim jest akrobacja. Niestety w Polsce piloci zaczęli pracować za miskę zupy i dlatego zawody w akro to tak naprawdę pojedynek dosłownie kilku zawodników. W końcu ile można wydoić z własnej rodziny.