Blog Sebastiana Kawy: Jak Mortuś został komandosem

Sebastian Kawa i Mortuś

Tyle tu prądu robią nawet na dachach a nie ma internetu i Dziadek się złościł, bo nie może pisać o tym co się działo. Działo…działo… Nie chodzi o takie działo co się z niego strzela i nazywają go armata, haubica, albo kolubryna, tylko o to ,że dzieją się dzieje. Co to znaczy niech wytłumaczy Ci dziadek ,albo babcia, bo rodzice nie mają czasu. Tak samo jak to co wspólnego ma szybowiec z szybą, szybem i szybowaniem, oraz jaka jest różnica między zamkiem w drzwiach, biurku, spodniach, walizce, a takim w którym mieszkali rycerze. Takich zamków jest dużo na górkach, bo często tu dawniej wojowali.

Szef też wojuje, ale jego działo to szybowiec. Nawet sobie dobrze radzi. Codziennie po wyścigu wołają go na takie pudło co jest zrobione z trzech pudeł o różnych wysokościach i stają na nich ci co wygrali, i dają mu czerwony kompot dla dorosłych. Tylko wczoraj nie dostał, bo pilnował tego pana co lubi żabki i ślimaki a ma taką śmieszną czerwoną czapkę jak krasnal. Szef go pilnuje, bo on jest groźny i dybie na Szefa. Dobrze go pilnował, bo jak już byliśmy blisko domu to byliśmy wyżej. A szybowiec jak szybuje to ciągle zjeżdża w dół. Tak się ślizga po powietrzu jak sanki z górki. Jak górka jest wyższa i bardziej stromo a sanki są cięższe to się jedzie szybciej. Szef był wyżej ,więc przegonił krasnala , ale jak go przegonił to krasnal widział którędy lecimy i miał cięższy szybowiec, a Szefowi zepsuły się jakieś przyrządy,dlatego ten krasnal i jeszcze dwu Panów co z nim lecieli prześcignęli nas. Szef nie był z tego zadowolony. (…)

Wpis w całości przeczytasz na blogu Sebastiana Kawy.

 

Źródło: sebastiankawa.pl
comments powered by Disqus