Myśleli, że już nie poleci. 80-letni Piper J3C-65 Cub znów lata dzięki pasji dwóch przyjaciół
Historia samolotu Piper J3C-65 Cub (SP-SANZ) rozpoczęła się w 1946 roku, a dokładniej w pewien zimowy, styczniowy dzień w dalekiej Ameryce. A gdy po latach stał w kącie, przykryty grubą warstwą kurzu, o lataniu nim zamarzyło dwóch przyjaciół.
– Nawet żona jest zazdrosna. Twierdzi, że to jest nasza... miłość – mówi jeden z nich.
Dziś Piper J3C-65 Cub lata nad Piotrkowem Trybunalskim, a niewielkim samolotem zachwycają się już nie tylko piloci.
Sprawia wrażenie lżejszego, ale jego masa startowa to prawie 600 kilogramów. Uruchamia się go ręcznie, kręcąc drewnianym – nadal oryginalnym – śmigłem. To jeden z nielicznych „Pajperów", które ocalały po wojnie i wciąż latają. Ten, który na co dzień stacjonuje w hangarze Aeroklubu Ziemi Piotrkowskiej, ma niezwykłą historię. Początkowo w charakterystycznym żółtym kolorze, dziś lata w barwach Polskich Linii Lotniczych. Od zapomnienia ocalał dzięki determinacji dwóch przyjaciół.
Jeden z nich, Sylwester Szewczyk – emerytowany kapitan Polskich Linii Lotniczych, do Piotrkowa po raz pierwszy przyjechał na motocyklu – a dziś lata nad piotrkowskim niebem szybowcem i szkoli przyszłych pilotów. Będąc jeszcze w szkółce PLL poznał Lecha Koskę, który później został mechanikiem pokładowym i podobnie jak tata związał się z polskim lotnictwem.
Po latach ponownie połączył ich Piper Cub. Samolot od pół dekady stał w hangarze ich kolegi i czekał na nowe życie.
– Patrzyliśmy na tego naszego „pajperka" – stał w kącie i płakał zakurzony pod ścianą, i tak sobie marzyliśmy, że jakbyśmy go odkupili to zrobimy z niego samolot latający – mówi Sylwester Szewczyk, obecnie współwłaściciel samolotu.
Kolega chciał się samolotu pozbyć, ale udało się odkupić i odebrać od syndyka. Potem rozpoczęły się trwająca około pięciu lat naprawa i przywracanie samolotu do stanu dawnej świetności. Nie było to łatwe, bo samolot wcześniej uległ wypadkowi i był uszkodzony – właściwie w niczym nie przypominał samolotu do szkoleń.
A jego droga ze Stanów Zjednoczonych do Europy, a potem do Polski była dość długa. Maszyna wyprodukowana przez Amerykanów w zakładach Piper Aircraft Corp była przede wszystkim samolotem szkoleniowym. W 1961 roku kupiła go osoba prywatna, a z początkiem 21. wieku uległ wypadkowi. Uszkodzony samolot dzięki licytacji trafił na Litwę, a dopiero w 2019 roku w ręce polskich miłośników lotnictwa i przyjaciół – pana Sylwestra i Lecha, którzy przez kolejne lata pracowali nad przywróceniem mu życia.
Konieczne było sprowadzenie ze Stanów Zjednoczonych niektórych części, np. płótna, a nawet rysunków technicznych, by jak najwierniej odtworzyć amerykańską maszynę. Samolot trafił m.in. do zakładów lotniczych w Mielcu, gdzie naprawiana była kratownica czy odbudowywane skrzydła.
– Ale drewniane dźwigary skrzydłowe są dalej oryginalne. Czyli będą miały 80 lat – wylicza instruktor.
Zmieniły się barwy – zamiast pierwotnej żółtej, samolot przybrał srebrno-błękitne barwy Polskich Linii Lotniczych, które w 2029 roku będą świętować 100-lecie.
Dziś Piper J3C-65 Cub stacjonuje w Aeroklubie Ziemi Piotrkowskiej i lata nad piotrkowskim niebem. Pierwszy lot, tuż po odrestaurowaniu, odbył w połowie maja ubiegłego roku. Mieliśmy też okazję podziwiać srebrno-niebieski samolot w powietrzu podczas lipcowych pokazów Fly Fest na piotrkowskim lotnisku.
– Latanie na małych samolotach sprawia większą frajdę. Można jeszcze robić różne figury. To też jest radość – mając tyle lat jeszcze kręcę akrobacje. To frajda, jeśli jest się odwrotnie głową i radość swobody w powietrzu. Czuć wolność – dodaje pan Sylwester. – A największą przyjemnością jest spotkanie z ptakami. Z bocianami się pięknie krąży w kominie, one nie uciekają – są przy skrzydle. Cieszymy się, że możemy latać nad piotrkowskim niebem – dodaje.
Już niebawem, bo 23 stycznia, Piper J3C-65 Cub będzie „świętował" 80. urodziny.
– Na pewno kupimy mu tort – śmieje się pan Sylwester.
Więcej zdjęć samolotu Piper J3C-65 Cub na stronie: https://www.piotrkow.pl
Komentarze