18 lat temu odszedł pułkownik pilot Bolesław Zoń - wspomnienie

Bolesław Zoń, fot. NDM

18 lat temu, 12 września 2002 r. zmarł pułkownik pilot Bolesław Zoń. "Drogi PRZYJACIELU, płaczą Muchy, Jastrzębie, Bociany, Iskry i Migi, płaczą świerki, jodły i buki na żywieckich wierchach, płacze Żar, przyjaciele i rodzina. Byłeś Wielki"

Informacja o śmierci legendarnego pilota i szybownika lotem błyskawicy obiegła całą Polskę. W uroczystościach pogrzebowych i pożegnaniu, które odbyły się w Międzybrodziu Żywieckim uczestniczyły tłumy braci lotniczej.

Bolesław Zoń urodził się 11 lutego 1940 roku w Czernichowie. Od małego intrygowały go samoloty startujące z lotniska na Żarze. Od dzieciństwa miał nad sobą i przed sobą lotnictwo. Już jako kilkunastoletni chłopak nie mógł się doczekać latania - wspomina lekarz z Międzybrodzia Żywieckiego, mistrz szybowcowy Tomasz Kawa, pilot i przyjaciel Bolka. Przypomina zabawną anegdotę związaną z osobą legendarnego pilota. Bolek Zoń miał w pobliżu swojego domu ulubione drzewo. W starej spróchniałej wierzbie chował torbę ze szkolnymi książkami i zamiast iść na lekcje, obierał kierunek na Żar. Młody Zoń wpadł, kiedy jeden z jego kolegów w dobrej wierze zaniósł za niego książki do domu.

W wieku 16 lat był już pilotem szybowcowym i samolotowym. W latach 1960-62 pracował w Wyczynowej Górskiej Szkole Szybowcowej na Żarze jako instruktor.

Zapisał się złotymi zgłoskami na kartach wielu Aeroklubów, lotnisk i Jednostek Wojskowych w Polsce. Zasadniczą służbę wojskową odbył w Bemowie Piskim, skąd uciekł do Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Radomiu. Później były jeszcze m. in. Modlin, Mierzęcice i Bielsko. Oblatywał wiele samolotów w tym TS-11 Iskrę w Indiach, Olika czy legendarną replikę RWD-5. Jako pierwszy Polak latał na śmigłowcu Robinson R-22 oraz posiadał jako jeden z pierwszych polskich pilotów cywilnych uprawnienia do latania "łodzią latającą" /uzyskane w 2001 roku w USA/ Gasił śmigłowcami i samolotami pożary w Polsce i Hiszpanii. Posiadał wysokie odznaczenia państwowe - w tym: Złoty Krzyż Zasługi, a także Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski przyznane Jemu za pracę dla lotnictwa wojskowego, sportowego, pożarniczego oraz AGRO.

Wszystkim, którym było dane JEGO poznać wiedzieli że, Bolkowi do pełni szczęścia brakowało tylko skrzydeł. Był wspaniałym kolegą, wymagającym i odważnym a zarazem odpowiedzialnym pilotem i instruktorem . Kochał lotnictwo, ale nie kosztem rodziny. Inna sprawa, że miał bardzo tolerancyjną żonę Hanię .

Mówiąc o Bolku wiele osób podkreśla, że był pilotem, który w szczególności kochał latanie szybowcem. Wśród bractwa potrójnej mewy nosił ksywę "KAPITAN" nadaną mu przez śp Edwarda Makulę podczas swego startu w jednych z Szybowcowych Mistrzostw Polski w Lesznie.

Bolesław Zoń spędził w powietrzu niewyobrażalną dla pilota nie pracującego w liniach lotniczychliczbę godzin. Łączny nalot na wszystkich typach samolotów, śmigłowcach i szybowcach wynosi ponad 16 tysięcy godzin.

Kilkanaście razy jako pilot-oblatywacz wychodził zwycięsko z trudnych sytuacji dzięki swojemu opanowaniu i profesjonalizmowi lotniczemu .

Przed Jego ostatnim lotem z Ligowca do Modlina, wchodząc do samolotu uderzył głową w skrzydło. Chociaż słabość dopadła go w powietrzu, szczęśliwie wylądował. Dolatując do Modlina tracił przytomność, wydawało się, że wraz z pasażerem tragicznie zginą. Potrafił jednak dzięki swemu "ptasiemu instynktowi" doprowadzić do szczęśliwego lądowania. Wykonał perfekcyjnie to, czego pragną piloci: "ile startów - tyle lądowań". Z lotniska w Warszawie trafił nieprzytomny do szpitala. Kiedy 12 września 2002 został powołany do "latania w tym prawdziwym niebie" Jego żona Hania postanowiła, że mąż zostanie pochowany u stóp Żaru. Tak też się stało.

Kilka minut po 16.00 w piątek 12 września 2002 r., na niebie nad Międzybrodziem Żywieckim pojawił się An-2 z trumną na pokładzie w edskorcie trzech ŻELAZNYCH, Bolesław Zoń wrócił na rodzinną ziemię.

Ojciec Dominik, kapelan polskich lotników, który celebrował mszę w intencji Bolka, żegnając GO powiedział  "każdy szybowiec i samolot startujący bądź lądujący na Żarze minie po drodze grób Bolesława Zonia oddając HONOR I CZEŚĆ i NAUCZYCIELOWI lotniczego rzemiosła, z którego wiedzy i doświadczenia tak wielu skorzystało". 

CZEŚĆ TWOJEJ PAMIĘCI.

Grzegorz Brychczyński



 

Źródło: Internet
comments powered by Disqus