Najważniejsza jest miłość do lotnictwa…

Artur Kielak/ fot. Monika Huzarek

Artur Kielak, ur. 1978 r., kawaler. Za sterami samolotów od 1995 r., nalot ogólny 5500 godzin. Zawodowo związany z liniami lotniczymi Ryanair, gdzie pełni funkcję kapitana B738. Wcześniej kapitan B733 oraz B734 w liniach Centralwings oraz pilot korporacyjny i demonstracyjny w Cessna Aircraft Company. Instruktor samolotowy i pilot na An-2 w operacjach zrzutu skoczków spadochronowych oraz dodatkowo zajmował się przebazowaniami samolotów jednosilnikowych nad dużymi zbiornikami wodnymi, w tym m.in. nad Oceanem Atlantyckim, Morzem Bałtyckim, a także Śródziemnym. Posiada amerykańską licencję zawodową z uprawnieniami do lotów wg przyrządów i na samoloty wielosilnikowe. Jest pilotem szybowcowym i skoczkiem spadochronowym. Latał na ponad 20 typach samolotów tłokowych, turbinowych i odrzutowych. Od kilku lat jest członkiem kadry narodowej w akrobacji samolotowej, pilotem pokazowym i aktualnym Mistrzem Polski w Akrobacji Samolotowej. Pasjonuje się akrobacją, żeglarstwem, historią II Wojny Światowej oraz sztukami walki.

Z Arturem Kielakiem, Mistrzem Polski w Akrobacji Samolotowej w klasie Advanced, o lotnictwie akrobacyjnym, bieżących osiągnięciach i planach na przyszłość, rozmawia Marcin Ziółek.

Marcin Ziółek: Na początek gratuluję zdobycia mistrzostwa polski w akrobacji samolotowej. Kto w czasie tych zawodów był dla Ciebie najtrudniejszym przeciwnikiem?

Artur Kielak: Najtrudniejszym przeciwnikiem byłem dla siebie ja sam, aczkolwiek bardzo dobrze przygotowałem się do Mistrzostw i to zarówno pilotażowo, jak i psychicznie. Najgorsze były momenty dekoncentracji, które jednak udawało mi się zawsze przezwyciężać przed startem, wykorzystując w 100% nabyte wcześniej umiejętności. W trakcie konkurencji akrobacyjnej w kokpicie zostaje się samemu ze swoimi myślami. Trzeba opanować nerwy, emocje, aby w ciągu dziesięciominutowego lotu pokazać swój styl i wykonać program na miarę swoich możliwości. W tym roku udało mi się odnaleźć swój balans i zapanować nad ciałem, co przyniosło wymierne efekty w postaci pucharu Mistrza Polski.

MZ: Jakie elementy zawodów zmusiły Cię do największego wysiłku?

AK:
Największy wysiłek sprawia tak na prawdę przygotowanie do lotu. Sam lot to już przyjemność. Jestem wtedy w pełni skoncentrowany i nie czuję wysiłku, ani bólu związanego z przeciążeniami. Dopiero jakiś czas po lądowaniu, gdy spadnie poziom adrenaliny, organizm zaczyna pracować normalnie i wysyła czasem sygnały, że przeholowało się z przeciążeniami ujemnymi (pęknięte naczynia w oczach), czy w postaci bólu kręgosłupa. Same figury były dość proste w wykonaniu, a trudność sprawiały czasem skomplikowane ich połączenia, ale na tym właśnie polega akrobacja zawodnicza.

MZ: Mistrzostwo Polski to już duży wyczyn - jakie następne cele zakładasz na przyszłość? Mistrzostwo Europy, Świata?

AK:
Bardzo się cieszę z tego tytułu, szczególnie, że udało mi się go zdobyć bezapelacyjnie, po zwycięstwie we wszystkich konkurencjach. Zależało mi żeby nie pozostawić złudzeń, czy ten tytuł mi się w tym roku należy. Moim największym jednak osiągnięciem w tym roku, było szóste miejsce w Mistrzostwach Europy, gdzie poziom jest bardzo wysoki, a przedarcie się do pierwszej dziesiątki pilotów, zdominowanej przez Francuzów i Rosjan, graniczyło z cudem. Tym bardziej ucieszył mnie mój wynik po czterech konkurencjach. Bardzo lubię latać programy nieznane, bo w nich z reguły jestem w stanie pokazać pełnię swoich umiejętności. Program kwalifikacyjny i dowolny, to tylko wstęp i jest z reguły świetnie wyćwiczony przez wszystkich pilotów, którzy dysponują nieograniczonym budżetem na trening. Dopiero programy nieznane pokazują, czy jest się pilotem wszechstronnym i potrafi się panować nad stresem. Jeżeli chodzi o moje plany, to przede wszystkim dobry start w przyszłorocznych Mistrzostwach Świata i przejście do kategorii unlimited (nieograniczonej) na zawodach międzynarodowych, gdzie latają najlepsi z najlepszych.

MZ: Przybliż zatem czytelnikom jak wyglądała Twoja ścieżka kariery lotniczej, która doprowadziła do tak znakomitych sukcesów.

AK:
Lotnictwo było we mnie od dzieciństwa. Spędzając całe dnie i noce przy pasie startowym lotniska w Mińsku Mazowieckim podjąłem decyzję, że bez względu na wszelkie przeciwności losu - zostanę pilotem. Moja ścieżka do lotnictwa była bardzo długa i kręta. Rozpoczynałem szkoląc się na szybowcach, potem skoki spadochronowe i samoloty. Latałem ze skoczkami spadochronowymi na AN-2 w Chrcynnie, jako instruktor w firmie IBEX, byłem pilotem demonstracyjnym w Cessna Aircraft Company oraz przebazowywałem dla nich samoloty po całym świecie. Przeżyłem mnóstwo niesamowitych przygód latając w załodze jednoosobowej w USA i Europie. Nauczyło mnie to pokory i solidności, która potem zaowocowała szybkim awansem w liniach lotniczych. Najważniejsza była jednak w tym wszystkim akrobacja. W momencie, gdy tylko finanse zaczęły mi pozwalać na szkolenie na Zlinie 526F w Katowicach, każdy zarobiony w lotnictwie grosz, przeznaczałem na trening ranwersów, beczek i pętli. To był trudny, ale niezapomniany okres w moim życiu.

MZ: Wiele osób marzy o takiej karierze - co byś im radził - jak ją najlepiej zacząć?

AK:
Najważniejsza jest wytrwałość w dążeniu do celu. Nie chcę wskazywać drogi, bo każdy ma inne zainteresowania, jeżeli chodzi o lotnictwo. Jeden chce latać szybowcami, ktoś inny myśliwcami, a jeszcze inni w lotnictwie komunikacyjnym. Dróg w lotnictwie jest całe mnóstwo. Trzeba odnaleźć swoją i konsekwentnie nią kroczyć. Ja nigdy nie poddałem żadnego marzenia i jak do tej pory zrealizowałem wszystkie, ale stawiam sobie kolejne cele na najbliższe lata i mam nadzieję, że uda mi się je osiągnąć, wytrwałością i ciężką pracą.

MZ: Wiele osób po Twoim występie na Air Show w Radomiu uważa, że to był najlepszy pokaz tej imprezy. Jaka jest Twoja recepta na zdobycie tak wysokich umiejętności pilotażowych?

AK:
Bardzo się cieszę, że mój pokaz w Radomiu zyskał aplauz i uznanie. Długo pracowałem, aby zdobyć swoje umiejętności, aczkolwiek uważam, że na samolocie Extra 330, można zrobić o wiele więcej. Moją receptą na stałe podwyższanie umiejętności jest po prostu wolność. Na początku mojej drogi akrobacyjnej, byłem stale ograniczany. Początkowo był to samolot, potem ograniczali mnie ludzie i środki finansowe, które mogłem przeznaczyć na akrobacje. Postanowiłem, że sam osiągnę więcej i szybciej. A swoją współprace ograniczyłem do treningów z moimi najbliższymi akrobacyjnymi przyjaciółmi: Sebastianem Nowickim, Adamem Labusem, Radosławem Rumszewiczem, Łukaszem Świderskim i Maciejem Kania. Tak powstała Śląska Grupa Akrobacyjna na bazie, której mam zamiar powołać do życia zespół akrobacyjny. Możliwość samodzielnego planowania treningu zawodniczego i pokazowego od razu zaczęła przynosić wyniki, co pokazał ten rok. Po dwóch latach treningu głównie z kamerą pokładową udało mi się dość swobodnie wygrać wszystkie konkurencje Mistrzostw Polski i zdobyć tytuł. Zawsze powtarzałem i nie zmienię zdania, że w akrobacji i w ogóle w lotnictwie najważniejsze jest nauczyć pilota myśleć i planować, a potem trzeba mu dać narzędzia do wykonania tego planu. W moim przypadku był to klucz do sukcesu.

MZ: Jaka jest Twoja ulubiona figura akrobacyjna, a która przysparza Ci najwięcej kłopotów?

AK:
Zdecydowanie najbardziej lubię wszelkie kombinacje beczek autorotacyjnych. Lubię pilotować samolot w sposób dynamiczny i precyzyjny, a łączenie obrysów różnych figur z autorotacją dodaje akrobacji agresji i dynamiki, a taki styl latania najbardziej mi się podoba. Jeżeli chodzi o figury, które przysparzają najwięcej kłopotów, to są to na pewno ósemki kubańskie, wzbogacane o duże ilości beczek, bo jest w nich mnóstwo ocenianych elementów, poczynając od promieni, poprzez kąty, długości odcinków, na wysokościach kończąc.

MZ: Czy organizm można przyzwyczaić do dużych przeciążeń czy potrzebny jest cykliczny trening?

AK:
Organizm można, a nawet trzeba przyzwyczajać do dużych przeciążeń i dynamicznych ich zmian. Każdy organizm inaczej adaptuje się do przeciążeń dodatnich i ujemnych, dlatego ważny jest zarówno trening fizyczny na siłowni, jak w przypadku przeciążeń ujemnych, odpowiednia dieta i trening w samolocie. Przeciążenia ujemne są szczególnie niebezpieczne dla głowy i mogą powodować poważne obrażenia, jeżeli nie jest się do nich odpowiednio przygotowanym i przebadanym. Jeżeli chodzi o trening cykliczny, to jest nim po prostu sezon akrobacyjny w trakcie, którego wykonuje się dużo lotów, które same w sobie są treningiem dla organizmu. Najważniejsza jest tu odpowiednia regeneracja po lotach, odpoczynek i właściwa dieta, która pomaga utrzymać formę przez cały sezon. Zimą piloci skupiają się na treningu czysto fizycznym na siłowni. Natomiast same wartości przeciążeń, jakie piloci potrafią wytrzymać, to jest już indywidualna predyspozycja każdego organizmu, szczególnie jeżeli chodzi o dynamiczne przejścia z przeciążeń dodatnich do ujemnych i odwrotnie - to trzeba to po prostu lubić, bo jest to ból, który każdy z nas akceptuje.

MZ: Czy latanie akrobacyjne jest dla każdego?

AK:
Latanie akrobacyjne jest dla każdego, ale nie dla każdego jest akrobacja zawodnicza, a przede wszystkim latanie na pokazach lotniczych, jako najwyższa forma wtajemniczenia w akrobację. Powodów jest wiele, ale najważniejsza jest tu psychika pilota i jego predyspozycje. Latanie akrobacyjne jest niezwykle pomocnym narzędziem w szkoleniu każdego pilota i na pewno zwiększa bezpieczeństwo i świadomość trzech wymiarów, w których pilot znajduje się na co dzień. Nie można natomiast mylić szkolenia w akrobacji w celu zabawy w trójwymiarze czy w sytuacjach niebezpiecznych z treningiem zawodnika, który chce doprowadzić swój pilotaż do perfekcji i zwyciężać w zawodach. Tu oprócz doskonałego stanu zdrowia ważna jest właściwa motywacja, upór i bezwzględne trzymanie się zasad ustalonych przez szablony katalogu Aresti, który określa w jaki sposób latać, aby zbliżyć się do mistrzostwa. Każdy może zrobić pętle, ranwers czy beczkę sterowaną, ale nie każdy jest zdolny robić to dynamicznie i rytmicznie, a na tym polega akrobacja samolotowa. Jeżeli chodzi o pokazy lotnicze, to jest to jeszcze inna gałąź akrobacji, gdzie do niestandardowego pilotażu, jaki należy opanować, dochodzi mnóstwo emocji związanych z obserwującym samolot tłumem i mediami. Tu trzeba przede wszystkim opanować nerwy, które trenowało się latami na zawodach akrobacyjnych i wykonać wiązankę, często na o wiele mniejszej wysokości, niż ta obowiązująca na zawodach akrobacyjnych. Dla mnie mistrzostwo w zawodach to zupełnie coś innego niż to w pokazach. Na imprezach masowych pilot ma o wiele więcej swobody i może sam tworzyć figury i całe kombinacje manewrów, których jeszcze nikt nie wykonał. Dlatego właśnie akrobacja jest tak fascynująca.

MZ: Co powinno cechować akrobatę lotniczego?

AK:
To proste: upór, konsekwencja w dążeniu do celu, właściwa motywacja i chęć przełamywania barier i ograniczeń ludzkiego organizmu Ale najważniejsza jest miłość do lotnictwa i trzech wymiarów.

(...)

Koniec części pierwszej 

O tym jak zachowuje bezpieczeństwo podczas akrobacji, dlaczego lata właśnie Extrą, jak łączy pracę w liniach lotniczych z występami w kadrze narodowej, gdzie jest najlepsze miejsce do wymyślania nowych trajektorii lotu i czym są dla niego zawody... rozmawiamy w drugiej części wywiadu.

Źródło: dlapilota
comments powered by Disqus

Komentarze

he's so sexy :)4

Trzymam kciuki:)

Graaaatulacjeeeeeee!!!!!! z całego cerca i jednocześnie rada dla Mistrza: zawsze zostaw sobie margines bezpieczeństwa.