Jerzy Siatkowski: "(…) rozpocząłem poszukiwania miejsc, które przed wojną były miejscami szybowisk niemieckich"

Jerzy Siatkowski

Jerzy Siatkowski – urodzony we Francji w 1945 roku. Wykształcenie wyższe, absolwent Wrocławskiej AWF - specjalizacja Trener Sportów Lotniczych. Specjalista z dziedziny radiografii przemysłowej, przez 15 lat zatrudniony w Filii Politechniki Wrocławskiej w Wałbrzychu w Laboratorium Badań Nieniszczących i Wytrzymałościowych. Pilot samolotowy i szybowcowy. Właściciel odrestaurowanego szybowca „Mucha-Std” oraz założyciel i Prezes Aeroklubu Ziemi Wałbrzyskiej. Założył od podstaw lądowisko w Świebodzicach pod Wałbrzychem, które uzyskało środki unijne i jest wpisane do Strategii Województwa Dolnośląskiego na lata 2014-2020. Założyciel i właściciel od 1998 r. Muzeum Modelarstwa i Lotnictwa w Miniaturze zlokalizowanego w Szczawnie-Zdroju. Od trzech lat na emeryturze, czynnie pracujący w Aeroklubie Ziemi Wałbrzyskiej oraz muzeum Modelarstwa i Lotnictwa w Miniaturze.

Wyjątkowo barwna postać. Człowiek, który o lotnictwie wie tak samo wiele, co o muzyce - pasjonat. Z pietyzmem kultywuje polskie tradycje lotnicze, które przyswajał od młodych lat. Poproszony o udzielenie wywiadu, bez namysłu postanowił podzielić się z nami wiedzą historyczną, lotniczą i swoimi refleksjami. 


O historii, tradycji, lotnictwie i malowniczo położonym lądowisku w Mieroszowie z Jerzym Siatkowskim, rozmawia Paweł Kralewski.

 

Paweł Kralewski: Historia lądowiska w Mieroszowie, to barwna i ciekawa opowieść. Może Pan przybliżyć ją, choć pokrótce?

Jerzy Siatkowski: Po raz pierwszy do Wałbrzycha przyjechałem w 1965 r. W tym czasie, jako młody pilot szybowcowy, członek Aeroklubu Jeleniogórskiego, jeździliśmy z ekipą aeroklubową samochodem Nysa z 16 mm projektorem filmowy instruktorami samolotowi i szybowcowi do szkół ponadpodstawowych z prelekcjami, zachęcając młodzież do bezpłatnego szkolenia lotniczego tzw., LPW (Lotnicze Przysposobienie Wojskowe) pierwszego stopnia. Dotyczyło to głównie młodzieży z przedostatnich klas maturalnych. Tu uzyskiwało się pierwsze uprawnienia szybowcowe i piękną odznakę „trzech mew”- również uczestniczyć było można w szkoleniu do II klasy pilota szybowcowego, zdobycia uprawnień do srebrnej odznaki szybowcowej i startu na egzaminy oraz uzyskanie licencji pilota szybowcowego.

Z osób, które udało nam się zainteresować lotnictwem rodziła się przyszła grupa pilotów, którzy w wielu przypadkach, jako Ci najlepsi, mieli szansę na strat do Oficerskiej Szkoły Dęblińskiej i kwalifikować się na szkolenia dalsze, już samolotowe w ramach LPW-2. 



To była naturalna selekcja, która pozwoliła wybrać z dużej grupy pilotów najlepszych kandydatów do szkolenia na samoloty odrzutowe w „Szkole Orląt” w Dęblinie. Z perspektywy minionego okresu, tamtej troski Państwa o kadry w lotnictwie mogę ubolewać nad faktem, jaki mamy w obecnej sytuacji w tym zakresie poziom „zerowej” troski władz naszego kraju o sprawy rozwoju szkoleniowej działalności lotniczej naszej młodzieży. Brak dofinansowania ze strony państwa szkoleń lotniczych oraz dotacji do sprzętu lotniczego. Zbiera to już swoje żniwo w postaci braku właściwej kadry instruktorskiej, braku szybowców dwumiejscowych do szkolenia (w większości aeroklubów w Polsce kończą swoje resursy szybowce drewniane typu „Bocian”) oraz wielu konstrukcji szybowców kompozytowych, jakim jest podstawowy szybowiec do szkolenia „Puchacz”, który także posiada już ma swoje ograniczenia w zakresie akrobacji podstawowej. Nie wróży to dobrze przyszłości lotnictwa w Polsce. To, co jest najbardziej przykre w obecnej sytuacji, to fakt, że odbiera się szansę zdolnej naszej młodzieży w uczestnictwie w szkoleniu lotniczym z prostej przyczyny, braku środków finansowych na szkolenie, które muszą ponosić Rodzice. O tej sytuacji można już napisać książkę.

O tym można dużo dyskutować, ale chyba nie to jest w państwie najważniejsze jak widać, dziwi mnie tylko fakt, że w resorcie odpowiedzialnym za sport w naszym kraju, wydaje się duże kwoty na koncerty komercyjne. Za te pieniądze można kupić kilka znakomitych nowych szybowców oraz odbudować, przynajmniej w kilku ośrodkach szkolenie szybowcowe dla zdolnej młodzieży, której na to nie stać.




PK: Dlaczego Mieroszów?

JS: Po tych wojażach zafascynowały mnie wspaniałe tereny górskie Regionu Wałbrzycha i Kotliny Kłodzka, rozpocząłem poszukiwania miejsc, które przed wojną były miejscami szybowisk niemieckich. W naszym Regionie było ich kilka, z najważniejszą Szkołą Szybowcową w Jeżowie Sudeckim i Zakładami Szybowcowymi Grunau k/Jeleniej Góry

Natrafiłem na Mieroszów (dawniej Frydland) gdzie przed wojną była szkoła szybowcowa. W latach 70-tych penetrowałem ten rejon, który był zarośnięty, lecz pozostały stare obiekty hangaru a obiekt szkoły szybowcowej zlokalizowany był w parku w Nowym Siodle. W 1946r. na bazie tej szkoły powstał Aeroklub Wałbrzyski, który szkolił szybowników na szybowcach będących pozostałością po niemieckiej szkole szybowcowej. Los tego aeroklubu i dalsze istnienie wyrokowały bezduszne przepisy służb bezpieczeństwa w tamtym okresie, które eliminowały działalność lotniczą w bezpośrednim zlokalizowaniu przy granicy Polski. Aeroklub Wałbrzyski bezprawnie zlikwidowano, pozbawiając terenu oraz możliwości szkolenia. Widząc wspaniałe naturalne warunki, jakie daje nam ukształtowanie tego górskiego terenu, poczyniłem starania o odzyskanie tej lokalizacji. Aeroklub musiał startować w przetargu, aby wreszcie po ponad dwudziestu latach mógł wprowadzić działalność lotniczą w miejscu gdzie historyczne uwarunkowania dawały asumpt i wiarę w doprowadzeniu do końca tych działań. 




PK: Kto jest jego właścicielem i zarządzającym lądowiskiem w Mieroszowie?

JS: Szybowisko w Mieroszowie nie posiada rejestracji w ULC, jako lądowiska. Aktualnie jest to teren wydzielony i zapisany w Planie Przestrzennego Zagospodarowania Gminy Mieroszów, jako „teren pod działalność sportowo-rekreacyjną”, stosownie do Uchwały Nr. XXXIII/200/01 Rady Miejskiej Mieroszowa z dnia 30 maja 2001. Zarządzającym terenem jest Aeroklub Ziemi Wałbrzyskiej i dzierżawi ten teren od Agencji Nieruchomości Rolnych od 1998r. W zarządzaniu wspiera aeroklub grupa członków w ramach założonego Akcjonariatu Członkowskiego, co pozwala na finansowanie tej działalności i utrzymanie terenu w należytej kulturze, jako szybowiska.

PK: Jaką rolę spełnia ono obecnie, a jaką powinno według Pana spełniać w przyszłości?

JS: Głównie służy rekreacji lotniczej. Działa tu certyfikowana przez ULC Szkoła Szybowcowych Sportów Lotniczych w dyscyplinach; Lotniarstwo oraz Paralotniarstwo, prowadzona przez instruktora Andrzeja Binkowskiego.

Co do przyszłości - aktualnie uczestniczymy w opracowaniu Strategii Rozwoju Gminy Mieroszów na lata 2014-2020, w ramach której nosimy się z zamiarem uruchomienia działalności lotniczej; szybowcowej, głównie lotów żaglowych oraz szkolenia w zakresie ULM. Przewidujemy uruchomienie pasa trawiastego o długości ok.850m wzdłuż stoku oraz pasa o dł. 700m, jako typowego pasa z wykorzystaniem nachylenia stoku, podobnie jak na górze Żar.



W pobliżu mamy znakomicie funkcjonujący Aeroklub Republiki Czeskiej w Broumovie, z którym mamy podpisaną partnerską współpracę transgraniczną (16 km od Mieroszowa)

Lądowisko usytuowane jest w wyjątkowo urokliwym miejscu. Czy piloci doceniają jego walory i chętnie odwiedzają to miejsce?

Miejsce jest znakomicie położone w Górach Wałbrzyskich o ciekawym krajobrazie i jeszcze niezadeptanym przez turystów obok znakomitej bazy hotelowej na każdą kieszeń w Kowalowej, Sokołowsku, Andrzejówce, czy Mieroszowie. Kilka kilometrów za granicą jest kolejna baza hotelowo-usługowa na terenie Czech.

Koniec części pierszej
Druga część wywiadu


W drugiej części wywiadu przeczytacie m.in dlaczego warto odwiedzić lotnisko, o imprezach oraz z jakimi problemami boryka się lotnisko

Źródło: dlapilota
comments powered by Disqus