Do wykonywania tego zawodu trzeba mieć powołanie…

Stanisław Salamonik

O wieloletniej praktyce w osłonie meteorologicznej lotnictwa, niuansach wykonywania tego typu zawodu oraz ogólnych zagadnieniach z zakresu meteorologii, ze Stanisławem Salamonikiem, rozmawia Marcin Ziółek.

Stanisław Salamonik (ur. 1933 r.), absolwent Uniwersytetu Warszawskiego (1955) wydziału matematyczno-fizycznego, specjalność fizyka atmosfery. Od ukończenia studiów do 2009 roku pracownik Państwowego Instytutu Hydrologiczno-Meteorologicznego (przekształconego w Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej) w Warszawie. Obecnie na emeryturze.

Przez około 50 lat wykładowca meteorologii na licznych kursach dla pilotów w aeroklubach, w PLL LOT oraz różnego rodzaju firmach lotniczych. Długoletni egzaminator PLKE, ostatnio tylko w zakresie egzaminów tzw. papierowych. Ekspert, a później członek Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (do czasu, gdy komisja ta została utworzona z pracowników etatowych). Ponadto - wielki miłośnik lotnictwa.

M.Z.: Jak to się stało, że został Pan meteorologiem?

S.S.:
Marzenia o meteorologii pojawiły się u mnie już na etapie gimnazjum i liceum. Pierwotnie jednak chciałem dostać się Dęblina, bo w tamtych czasach tylko tak można było zacząć latanie, ale gdy byłem w klasie maturalnej odwiedziła naszą szkołę delegacja właśnie z Dęblina, której członkowie zaczęli nas namawiać do porzucenia nauki i przejścia od zaraz do wojska. Dla mnie jednak, z racji, że w szkole byłem w czołówce najlepszych uczniów, matura była ważniejsza i ich propozycja, aby jej nie zdawać, zraziła mnie do armii. Później studiowałem na wydziale matematyczno-fizycznym Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie specjalizowałem się w fizyce atmosfery. W tamtych latach panował powszechnie krytykowany nakaz pracy, no i w związku z tym, zaraz po uzyskaniu dyplomu trafiłem do ówczesnego Państwowego Instytutu Hydrologiczno Meteorologicznego, który po kilku latach został przekształcony w Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Zawodowo od początku zajmowałem się meteorologią lotniczą, co zawdzięczam m.in. mojemu przełożonemu - prof. Władysławowi Parczewskiemu, wielkiemu miłośnikowi szybownictwa.

M.Z.: Meteorolog: Misja, powołanie czy może ciążka praca. Która z tych cech najlepiej opisuje dobrego prognostę?

S.S.:
Z pewnością do wykonywania tego zawodu trzeba mieć powołanie, trzeba umieć współpracować z pilotami, a dodatkowo należy uzyskać odpowiednie wykształcenie i tutaj mam na myśli zgłębianie fizyki, co akurat bardzo mi pomogło. Najważniejsza jest chyba jednak ciężka praca, bo meteorologii trzeba się uczyć całe życie, z racji tego, że wiedza o tym przedmiocie wciąż się zmienia i doskonali.

M.Z.: Wydawać by się mogło, że udział człowieka w prognozowaniu jest coraz mniejszy. Coraz lepsze modele matematyczne i zdjęcia satelitarne. Kiedy w Pana opinii komputery staną się na tyle wiarygodne, że zawód dyżurnego meteorologa zniknie. Czy to w ogóle jest możliwe?

S.S.:
W tym kierunku zmierzają niektóre zachodnie służby meteorologiczne. Podam przykład, który był przedstawiany podczas posiedzenia Komisji Meteorologii Lotniczej, Światowej Organizacji Meteorologicznej. Otóż parę lat temu Anglicy prowadzili u siebie testy, które zakładały, że prognozy TAF dla lotnisk miały być opracowywane przez system komputerowy. Zgodnie z założeniem miało to dać ogromne oszczędności, bo zamiast pracy wielu synoptyków, wszystko wykonywałby jeden system komputerowy. Jednakże okazało się, że w dalszym ciągu prognozy opracowane przez człowieka były bliższe stanu faktycznego. To wynika również z tego, że modele matematyczne są również opracowywane przez ludzi i przy całej wiedzy z meteorologii, nie możemy jeszcze z całą pewnością powiedzieć, że już we właściwy sposób potrafimy opisać stan faktyczny. Być może w opisach umykają nam niektóre kwestie i stąd na etapie pisania programu jest on obarczany pewnymi wadami. Dodatkowo, synoptycy znają lokalne uwarunkowania i potrafią interpretować pewne zjawiska, bo np. ci z Okęcia wiedzą, że gdy wiatr zmienia kierunek, to napływa powietrze z Puszczy Kampinoskiej, które ma już swoją własną określoną specyfikę. Tego jak na razie modele matematyczne nie są w stanie wykonać. Są one jednak w dużym stopniu przydatne dla lotnictwa operującego na dużych wysokościach, czyli w górnej troposferze lub dolnej stratosferze. Tam prognozy wiatru i temperatury są opracowywane tylko komputerowo i piloci, którzy latają na długich trasach podkreślają, że są one całkiem dobre.

M.Z.: W ujęciu procentowym, ile wynosi sprawdzalność prognoz dla lotnictwa?

S.S.:
Kiedyś miałem przyjemność uczestniczyć w posiedzeniu Komisji Meteorologii Lotniczej w Genewie, gdzie właśnie była mowa o sprawdzalności prognoz, no i niektórzy z jej uczestników przytaczali swoje wyniki, które się okazywały nadspodziewanie dobre. Tylko potem następowało pytanie, jakie kryteria przyjmowali do ich określenia. Teraz kryteria te są ściśle ustalone i na ogół się przyjmuje, że sprawdzalność prognoz dla lotnictwa jest wyższa, niż w innych obszarach meteorologii, bo są to prognozy przygotowywane na stosunkowo krótkie okresy. Jeżeli ich sprawdzalność wynosi pomiędzy 70 a 80 procent to jest dobrze, a jeżeli jest większa, to jest wręcz bardzo dobrze.

M.Z.: Kto jest najlepszym polskim meteorologiem?

S.S.:
Synoptyków i meteorologów, którzy się uważają za najlepszych jest wielu. Natomiast ja bym ani nie potrafił określić, który z nich jest najlepszy, ani nie chciał tego robić.

M.Z.: Który internetowy serwis pogodowy jest w Pana opinii najlepszy?

S.S.:
Ponieważ nie mam dostępu do Internetu, to nie analizuję tych programów i niestety nie mam wyrobionego poglądu na temat żadnego z nich.

M.Z.: Czy konsultował Pan z IMGW projekt wprowadzenia prognoz obszarowych dotyczących warunków meteorologicznych na małych wysokościach GAMET?

S.S.:
Nie, nie konsultowałem. Prognoza GAMET została wprowadzona przez IMGW po moim odejściu z końcem stycznia 2009 r. na emeryturę.

M.Z.: Jak jednak ocenia Pan jej obecną przydatność?

S.S.:
Ponieważ pracowałem w osłonie lotnictwa ok. 50 lat, to opiszę jak kiedyś robiliśmy prognozy dla general aviation. Otóż zaczynaliśmy od tego, że opracowaliśmy prognozę indywidualną na każdy przelot, co miało tę zaletę, że pilot wiedział co spotka na swojej trasie. Jednak później ilość lotów na tyle wzrosła, że stało się to już niemożliwe. Obecnie dla prognozy GAMET Polska jest podzielona na pięć sektorów FIS i są to duże obszary, w związku z czym zanika pewna szczegółowość ważna dla latających na małych wysokościach. Mimo jednak mojego częściowo krytycznego zdania na ten temat, uważam, że prognozy te są bardzo przydatne.

M.Z.: Czy mógłby Pan opowiedzieć o swojej osobistej najbardziej nietrafionej prognozie pogody?

S.S.:
Miałem kilka takich przypadków. Na przełomie lat 50 i 60 jeździłem do Leszna na tzw. obsługę meteorologiczną zawodów szybowcowych i pamiętam dyżur, kiedy miałem tam postawić prognozę. Wtedy pomiary były wykonywane nie za pomocą radiosond, ale meteorografu podczepianego pod samolot i rejestrującego rozkład temperatury z wysokością. Analizując z kolegą dane dziwiliśmy się, ponieważ do wysokości 2800 m temperatura spadała, a później nastąpiła 200 m warstwa, gdzie ta tendencja się zatrzymała. Spytaliśmy meteorologa, który brał udział w pomiarach, dlaczego nie polecieli wyżej, żeby sprawdzić co się tam dzieje, ale odpowiedział, że wyżej już nie mogli, bo to było w okolicach wschodu słońca, a więc w mało sprzyjającej porze dnia do wysokich lotów. Pojawienie się tej warstwy zlekceważyliśmy, no i potem, gdy zaczęły powstawać cumulusy i w swoim rozwoju pionowym osiągać wysokość tej warstwy, to zaczęły się one rozlewać w chmury kłębiasto warstwowe. Okazało się wtedy, że to była inwersja, która miała większą grubość niż sądziliśmy. Konsekwencją tego był brak noszenia i odwołanie lotów tego dnia.

M.Z.: A czy w prognozowaniu pogody mogą się zdarzyć sytuacje zabawne?

S.S.:
Tak zdarzają się takie. Pełniłem kiedyś dyżur synoptyka ogólnego i po jego skończeniu poszedłem z koleżanką do kina Muranów. Film, którego nie pamiętam, wyświetlany był w godzinach przedpołudniowych. W trakcie seansu słyszałem odgłosy, jakby huku burzy, dochodzące z zewnątrz. Byłem zdziwiony, bo prognoza, którą opracowałem nie dawała podstaw do burz. Tak się tym przejąłem, że nie mogłem się już skupić na oglądaniu filmu. Jednak, gdy wyszliśmy z kina po skończonym seansie, to szybko poznałem prawdziwą przyczynę tego hałasu. Otóż tramwaje, które przejeżdżały obok kina Muranów robiły na złączach szyn huk, który w środku przypominał odgłos grzmotu. To była jedna z wielu zabawnych historii w mojej karierze.

M.Z.: Co by powiedział Pan osobom, które myślą o zawodzie meteorologa? Gdzie najlepiej nauczyć się tego zawodu?

S.S.:
Gdy uczę kandydatów do pracy w lotnictwie czy samych pilotów, to zawsze im mówię, że meteorologia to bardzo skomplikowana dziedzina i wpływa na nią wiele różnych czynników. Mam kolegów, którzy są również dobrymi meteorologami, a do zawodu doszli zgłębiając kierunki geograficzne lub klimatologiczne. Osobiście jednak polecałbym ten, który ja skończyłem, bo bardzo ważne jest poznanie fizyki atmosfery. Oczywiście nie można też lekceważyć wpływu geografii, bo przykładowo, piloci, którzy latają do Tajlandii twierdzą, że w porównaniu z naszym krajem, miejscowe deszcze są nieporównywalnie bardziej intensywne. W tym zawodzie istotna jest również znajomość ogólnej cyrkulacji atmosfery, czyli wiedza skąd się biorą takie masy z taką zawartością pary wodnej oraz wiedza fizyczna. Przyszłym synoptykom polecałbym zatem zdawanie na specjalizację fizyka atmosfery na Uniwersytecie Warszawskim.

M.Z.: Przez lata był Pan egzaminatorem LKE. Który z tematów jest statystycznie najtrudniejszy dla pilotów?

S.S.:
Nie zauważyłem, żeby któryś temat specjalnie był dla kursantów niezrozumiały i trudny. Jeżeli dobrze się nauczy pilota podstaw, to nie powinien mieć on problemów z żadnym obszarem pytań. Po latach spędzonych w Instytucie, staram się przedstawiać procesy zachodzące w atmosferze, jako procesy fizyczne, czyli odchodzę od meteorologii opisowej, dzięki czemu kursanci łatwiej mogą zrozumieć, co skąd się bierze

M.Z.: Co IMGW robi dobrze, a co mógłby robić lepiej?

S.S.:
Nie bardzo mi wypada, jako emerytowanemu pracownikowi IMGW teraz podpowiadać co Instytut mógłby zrobić lepiej, bo wtedy może paść zarzut, że Salamonik tyle lat tu pracował i tego nie zrobił. Instytut z pewnością się rozwija, bo np. w zakresie pomiarów meteorologicznych kiedyś mieliśmy do dyspozycji tylko pomiary niezautomatyzowane, a teraz skrajnym przykładem dobrych pomiarów są stacje automatyczne. Kolejna kwestia to sieć ośmiu stacji radarowych, które pokrywają obszar prawie całej Polski, oprócz jednak Północnego Wschodu, ale są czynione starania, żeby tam postawić radar. Dodatkowo, Instytut wzbogacił się o sieć do wykrywania wyładowań atmosferycznych czyli burz. Minęły te czasy, które ja pamiętam z dyżurów, gdy między Łodzią a Warszawą przesuwał się front, to my prosiliśmy przelatujących w okolicy pilotów, żeby nam opisali, gdzie on się w tym momencie znajduje i czy występują na nim wyładowania atmosferyczne.

Istotne jest również, iż IMGW prowadzi działania w ramach Światowego Systemu Służby Pogodowej, które - należy dodać - są koordynowane w ramach Światowej Organizacji Meteorologicznej, z którą z kolei współpracuje ICAO.

M.Z.: Czy prywatnie poza pracą, Pana rodzina pyta Pana: Jaka będzie jutro pogoda?

S.S.:
Tak pytają mnie, a ja odpowiedzi nie unikam, co nie oznacza, że te moje domowe prognozy zawsze się sprawdzają. Czasami gdy widzę cirrusa na niebie, który oznacza zmianę pogody na gorszą, to wiem, że po nim powinien nastąpić cirrostratus i np. powinniśmy zaobserwować otoczkę wokół księżyca. Ale front może zmienić kierunek i nie zawsze bezpośrednia obserwacja daje efekty. Poza tym tej obserwacji nie wykonujemy non stop. W nocy śpimy, a pogoda się zmienia, niekoniecznie zgodnie z naszymi przewidywaniami.

M.Z.: I na koniec nasze firmowe pytanie. Jaki jest Pana ulubiony rodzaj muzyki?

S.S.:
Lubię muzykę orkiestr dętych oraz piosenki z lat mojej młodości. Generalnie bym powiedział, że preferuje muzykę spokojną i melodyjną.

M.Z.: Dziękuję za rozmowę!

S.S.:
Dziękuję.


Stanisław Salamonik został nominowany w III edycji plebiscytu „Człowiek Roku 2011 General Aviation w Polsce” za profesjonalizm, doświadczenie, podejście do przekazywania wiedzy oraz pracę, która przyczyniła się do podwyższenia jakości osłony meteorologicznej lotnictwa w Polsce.

Każdy może oddać głos na swojego kandydata w tym plebiscycie 
– głosowanie trwa do 14 marca 2012. (termin przedłużony)

Zagłosuj na jednego z trzech kandydatów

 

Źródło: dlapilota
comments powered by Disqus

Komentarze

Ja równiez uczestniczyłem w wykładach i byłem egzaminowany przez p. Stanisława. Ogromna wiedza, świetne podejście do słuchaczy (nawet tych najbardziej opornych), wielka kultura osobista.
Serdeczne pozdrowienia!!!!

Nieśmiało do krytyków Anonima ale gdy przeczytać bez emocji owa "ciemność" odnosi się do "czasów" cyt. "po Panu.."
Każdy rozumie jak chce.

Szkoda tylko że takich Ludzi jak Pan Stanisław jest coraz mniej

Jeżeli taka była intencja Anonima - zwracam honor.
Jednak wyrażenie 'widać po kimś coś' ma swoje oczywiste znaczenieznaczenie.
pozdrawiam,
Andrzej

Anonim do Andrzeja
Zgadzam się iż moje niefortunne określenie mogło wprowadzić czytających w zdenerwowanie i słusznie. Posypuję głowę popiołem i przepraszam.
Współpracowałem z p.Salamonikiem i zawsze miałem i mieć będę Wielki Szacunek do Pana Stanisława.
Przytoczone (jak widać nieszczęśliwie) słowo miało dać obraz jak mnie osobiście brakuje Pana Stasia.
Jeszcze raz urażonych przepraszam

Dobrze, że sprawa się wyjaśniła.
Jakoś mam już dosyć wszechobecnego łatwego obrzucania wszystkich błotem w necie.
Nie wiem czy to polska specyfika, czy tak jest wszędzie. Chyba niedawno był na ten temat dobry felieton w PLAR.
Nauczka dla nas wszystkich, by wyrażać się precyzyjnie i brać pod wątpliwość czy to, co przeczytaliśmy jest intencją autora komentarza, choć to niekiedy karkołomna sztuka rozkmilać "co autor miał tak naprawdę na myśli".

Tym niemniej pozdrawiam.

Cóż za przenikliwość. Nie zauważyłem, aby Ktoś Kogoś tutaj obrzucał błotem a zrozumienie postu wymagało karkołomnych umiejętności.
Czyżby "inny" napisał co wiedział. Chyba lepiej pisać co się wie i przykladać odpowiednią miarę, a nie strzelać z armaty do muchy...

Anonim wyjaśnił choć według mnie było jasno napisane o co chodziło autorowi.
Poza tym należy odróżniać ciemność od ciemnoty...

Pan Salomonik jest bardzo sympatycznym czlowiekiem i swietnym fachowcem. O co chodzi wiec w tym zlosliwym komentarzu?

Panie Stanisławie zgadzam się że aby zostać Meteorologiem przez duże "M" trzeba mieć powołanie. Niestety po Panu i wielu innych z Pańskiego pokolenia widać przysłowiową "ciemność"....

Z podziwem, uznaniem i szacunkiem miałem przyjemność uczestniczyć w wytkładach pana Stanisława. Również z pewną dozą zazdrości, ze temat meteorologii mogł być pokazywany w tak przystępny i interesujący sposób. Dziękuję panu, panie Stanisławie. Nie jestem z Pańskiego pokolenia, ale jestem przekonany, że tych widzących przysłowiową 'ciemność', jak mój przedmówca ANONIM, nie jest wielu. A to co Anonim postrzega jako ciemność u innych może być po prostu ciemnotą u niego samego.

Przykro czytac takie komentarze. Pan Salamonik zasluzyl na najwyzsze uznanie za swoja prace i pasje lotnicza.Uczyl mnie i cala mase lotnikow meteorologii i z tej wiedzy korzystam cale moje zycie lotnicze . Dziekuje Panie Stanislawie.
Przyjdzie czas ze "anonim' tez bedzie z "tamtego" pokolenia i zycze mu aby mial okazje zostawic cos po sobie pozytywnego nastepnemu pokoleniu, ale do tego trzeba dojrzec.

Od tzw.starego pilota - proszę czytać ze zrozumieniem

Byłem na wielu wykładach, które prowadził Pan Stanisław, byłem przez niego egzaminowany gdy LKE nie było jeszcze komputerowe, czytam teraz rozmowy z nim w PLAR. Za każdym razem była/jest to dla mnie w sumie przyjemność.
Nie rozumiem powyższego komentarza - mam nieodparte wrażenie, że sytuacja jest z cyklu: "mówisz tak, bo zazdrościsz".

A ja w sumie zrozumiałem.