Blog: Krzysztof Wojtkowiak o lotnisku w Bydgoszczy

Krzysztof Wojtkowiak

Przeczytałem wywiad z prezesem Tomaszem Moraczewskim opublikowany w Gazecie Wyborczej i czuję się wywołany do tablicy. Kilka uwag do tez w wywiadzie przedstawionych.

Artykuł w Gazecie Wyborczej: Audyt na lotnisku. Gdzie podziało się 40 mln zł?

Co do audytu, nasuwają się jasne i czytelne pytania – co robiła przez dwa lata Rada Nadzorcza (w której marszałek i prezydent mieli po dwóch członków). Czy również marszałek zapoznawał się z comiesięcznymi raportami przygotowywanymi przez Zarząd PLB i składanymi członkom Rady Nadzorczej? Co więcej, wiem, że miał do nich dostęp i niejednokrotnie członkowie Zarządu Województwa dowodzili na posiedzeniach Sejmiku, że doskonale wiedzą, co się w Porcie dzieje. Czyli wiedzieli – więc dziś to bicie piany. Lub nie wiedzieli – czyli wszystkich wprowadzali w błąd i nie realizowali swojego nadzoru właścicielskiego. I jeszcze jedno, Panie Marszałku, audyt przygotowuje się przed a nie po zakupie spółki. Fachowo nazywa się to due dilligence. Marszałkowi Hartwichowi nie powinno to byc obce– jest przecież biegłym finansistą.

Uśmiałem się gorzko, czytając wieści o opóźnieniach w realizowanych inwestycjach. Trzykrotnie (począwszy od wiosny 2009 roku) usiłowałem wyłonić firmę zarządzającą projektami inwestycyjnymi w PLB (jej zadaniem miało byc właśnie m.in. przeprowadzenie skutecznie procedury dla uzyskania decyzji środowiskowych). Historię choroby opisałem już w jednym z wpisów (http://www.mmbydgoszcz.pl/blog/entry/2936/Tak+daleko,+tak+blisko.html). W końcu ogłosiliśmy przetarg, by w końcu inwestycje z profesjonalnym doradcą również w zakresie decyzji środowiskowej ruszyły (dwa lata po terminie, gdy PLB był gotowy do rozpoczęcia współpracy). Jednakże jedną z pierwszych decyzji nowego zarządu było jego unieważnienie- z całą pewnością pod naciskiem Marszałka. Bez komentarza.

Jednakże, asekurując proces inwestycyjny od strony środowiskowej, zleciłem wynajęcie ekspertów z Gdańska, którzy mają potężne doświadczenie w decyzjach środowiskowych, w tym dla inwestycji lotniskowych. Z tempa pracy wynika jednak, że decyzja środowiskowa będzie gotowa nie wcześniej niż w 2011. A gdyby nie rada nadzorcza, byłaby gotowa w 2009 a pas startowy w 2010.

Do remontu pasa i płyty postojowej Port był gotowy już w 2009 roku. Wyłącznie harce członków RN (odsyłam do moich poprzednich wpisów), nie pozwolił na jego przebudowę. Pełna dokumentacja i ekspertyzy dotyczące żywotności pasa już dawno są. Trzeba je tylko przejrzeć, przemyśleć i – o zgrozo – wyciągnąć wnioski.

Z wielkim zaciekawieniem słyszę o specjalnym audycie, który ma przynieść „raport otwarcia”. Z dwóch przyczyn. Raport otwarcia to zazwyczaj dokument polityczny – w biznesie stosuje się due dilligence, ale zawsze przygotowywane przed zakupem akcji, a nie po ich zakupie. Do drugie, wystarczy sięgnąć do dokumentów, które wszyscy akcjonariusze już dawno otrzymywali. I tak, ze sprawozdania z 2008 roku wynika (choć nie mam przy sobie materiału źródłowego), że główne pozycje inwestycyjne, tj. pług, sprzęt dla działu obsługi naziemnej i straży ochrony lotniska, to lekko licząc 4,5 mln PLN. W 2009 roku (to pamiętam dużo lepiej) inwestycje to m.in. przebudowa sali przylotów (1,5 mln PLN), przebudowa sali odprawy bagażu (1,5 mln PLN), płot (1,9 mln PLN), dwa autokary (1,6 mln PLN), sprzet do utrzymania lotniska (1,6 mln PLN), urządzenia do uruchamiania samolotów (0,5 mln PLN), prace do przygotowania remontu pasa (1,6 mln PLN), projekty inwestycyjne (2 mln PLN). Żeby wymienić tylko najważniejsze – to ponad 10 milionów złotych. Już ze względu na te inwestycje sama amortyzacja w 2008 (dla tych, którzy wiedzą, o czym mówię) wzrosła o 1 mln PLN rocznie wobec 2007, w 2009 o kolejne 0,8 mln PLN w porównaniu do 2008. Także potwierdzone strategią rozwoju portu, uchwałami Rady Nadzorczej, akcjonariuszy – wydatki na linie lotnicze to około 13,5 mln PLN. Strata operacyjna odpowiednio w 2008 i 2009 to odpowiednio ok. 6 mln PLN i 7,8 mln PLN. Czyli suma summarum 41 mln PLN.

Żeby to zrozumieć, potrzeba audytora. Skądinąd ciekawe, jak wyłonionego.

Na marginesie dodam, że to ja negocjowałem w imieniu WSZYSTKICH akcjonariuszy (uchwała z 2007 roku) prywatyzację portu, dzięki której właśnie w PLB pojawiło się 75 mln PLN.

Ryanair – temat jak bumerang. Wiele niestety wskazuje, że będzie dużo gorzej, niż prezes Moraczewski kreśli. W planie zimowym Ryanair jest 6 połączeń tygodniowo. To oznacza 100 000 pasażerów rocznie i spadek przychodów do 700 000 PLN rocznie, a tym samym do wzrostu straty operacyjnej do niebotycznej kwoty około 12 mln PLN. Oznacza to pokrycie kosztów operacyjnych ledwie w 7-8%. Przypominam, że przedstawiłem akcjonariuszom porozumienie z Ryanair, które dawały w 2010, 2011 i 2012 roku odpowiednio 400 000, 640 000 i 1 000 000 pasażerów.

Wtedy nie można było… Teraz można finansować połączenia. Nie chadzam do kasyna, ale zakłady, że marszałkowi się nie uda, już przyjmuje.

Warszawa? Nie wierzę, tak jak nie wierzyłem w obietnice i kłamstwa (tak, tak – sięgnijmy do debaty lotniskowej w Sejmiku z marca 2010) dzisiejszych zbawicieli bydgoskiego lotniska.

Z wywiadu wynoszę, że nowy układ właścicielski sytuacja spółki powoli się stabilizuje. I tu parę ciekawostek. Otóż, na razie przyniosła pracę dobremu koledze marszałka. Specjaliście z branży. Nie zazdroszczę nowemu prezesowi – ma pełne poparcie polityczne i niewiele efektów. Możliwe, że to wynik długiego urlopowania (w ciągu dwóch miesięcy od powołania w sumie około czterech tygodni – zatem chyba nie jest tak źle). Ja w ciągu dwóch i pół roku ani razu nie wziąłem urlopu wypoczynkowego.

Uff… Teraz mam trochę więcej czasu. Ale pamięć mi się nie pogorszyła.

Refleksja na koniec – kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą. Autora tego bon mottu przez grzeczność nie przytoczę.

Czytaj całość na blogu Krzysztofa Wojtkowiaka

Źródło: dlapilota
comments powered by Disqus