Wspomnienie o doktorze, pilocie, Ś.P. Januszu Marku

Janusz Marek (fot. Stefan Weker)

Janusz Marek  urodził się 31 stycznia 1944 r. we Lwowie. Cyfra zawierająca się w tej dacie miała dla niego ogromne znaczenie. Do niej i do miejsca w jakim się urodził przez całe życie czuł jakiś niezwykły, ogromny sentyment. Jego rodzice uciekając przed Sowietami zatrzymali się w Przemyślu, gdzie po wojnie się osiedli. Tam Janusz uczęszczał do szkoły podstawowej i tam ukończył Liceum Ogólnokształcące im. Morawskiego.

Po maturze rozpoczął studia we Wrocławiu, na Akademii Medycznej, którą ukończył w 1970 roku. Po studiach rozpoczął pracę na Oddziale Chirurgicznym Okręgowego Szpitala Kolejowego we Wrocławiu pełniąc tam jednocześnie funkcję Asystenta w Katedrze i Zakładzie Anatomii Prawidłowej i Embriologii Człowieka AM. Aby utrzymać rodzinę pracował dodatkowo w Kolejowym Pogotowiu Ratunkowym i na dodatkowych dyżurach w szpitalu.

Zdobył kolejno I i II stopień specjalizacji z chirurgii ogólnej i obronił doktorat. Pracował dalej naukowo jako adiunkt Katedry i Zakładu Anatomii, gdzie też nauczał anatomii studentów medycyny, z których wielu zostało później jego przyjaciółmi na całe życie. Jednocześnie nadal pracował w oddziale chirurgicznym Szpitala Kolejowego.

W latach 80 wyjechał na kontrakt lekarski do Libii, gdzie był zatrudniony jako chirurg ogólny i naczyniowy w szpitalu w Syrcie. Z tego okresu pozostał mu sentyment do pustyni, morza śródziemnego i kontynentu afrykańskiego. Dobrze wspominał pracę w tamtejszym szpitalu, która przyniosła mu wiele doświadczeń zawodowych i życiowych.

Po powrocie do Polski kontynuował pracę w Szpitalu Kolejowym. Równolegle podjął pracę w pobliskim szpitalowi Głównym Ośrodku Badań Lotniczo-Lekarskich Aeroklubu Polskiego początkowo jako konsultujący chirurg. Niedługo po tym objął w GOBLL stanowisko Dyrektora, które początkowo łączył z pracą na oddziale chirurgicznym w szpitalu, jednakże ostatecznie zupełnie poświęcił się pracy w GOBLL i zrezygnował dla lotnictwa i orzecznictwa medyczno-lotniczego ze swojej pierwszej pasji zawodowej – z chirurgii.

W krótkim czasie bez reszty oddał się pracy dla orzecznictwa medyczno-lotniczego, dla lotnictwa oraz rozwoju Głównego Ośrodka Badań Lotniczo-Lekarskich, który rozwinął na wielu polach a w rezultacie dzięki swojemu uporowi, osobistym kontaktom i przyjaźniom przeniósł GOBLL z budynków o charakterze baraków przy ul. Wiśniowej do nowej siedziby przy ul. Sienkiewicza. W nowej siedzibie jego staraniem GOBLL systematycznie wzbogacał się o nowoczesny, nowy, ale i niezbędny sprzęt diagnostyczny medyczno-orzeczniczy.

Cały czas uczył się i podnosił swoje kwalifikacje. Ukończył specjalizację z medycyny lotniczej. Był certyfikowanym orzecznikiem, medycyny lotniczej wszystkich klas, medycyny transportu, medycyny pracy oraz medycyny sportowej. Posiadał uprawnienia do orzekania o zdolności medycznej przy wydawaniu pozwoleń na broń.

Podjął i ukończył szkolenie szybowcowe i samolotowe. Latał początkowo na podwrocławskich lotniskach w Szymanowie i w Mirosławicach, ale najmocniej związał się z Aeroklubem Ziemi Lubuskiej w Przylepie w Zielonej Górze. Z jej Dyrektorem, który zginął później tragicznie w katastrofie na pokazach lotniczych w Radomiu śp. Lechem Marchelewskim pozostawał przez lata w serdecznej i głębokiej przyjaźni. Lotnictwo było jego drugą pasją i kochał je bez reszty. Trudno byłoby wskazać lotnisko w Polsce, którego by nie odwiedził, na którym by nie lądował i na którym nie byłby po prostu oczekiwany. Jednym z jego ulubionych uświęconych tradycją lotniczą miejsc, była górska szkoła szybowcowa Żar.

Był członkiem Zarządu Aeroklubu Polskiego i delegatem AP do Komisji Medyczno-Fizjologicznej (CIMP). Uczestniczył czynnie w Konferencjach tejże Komisji w różnych krajach Europy, a dwa takie spotkania w całości organizował przy pomocy przyjaciół w Polsce, jedno we Wrocławiu, a drugie w Warszawie. Oba pod względem organizacyjnym i merytoryczno-naukowym były bardzo wysoko ocenione przez Międzynarodową Komisję Medyczno-Fizjologiczną (CIMP), władze FAI i uczestników.

Był lekarzem Polskiej Reprezentacji Lotnictwa Sportowego na World Air Games w Turcji i w Hiszpanii.

Współpracował naukowo i w praktyce orzeczniczej z Wojskowym Instytutem Medycyny Lotniczej i jego kolejnymi Komendantami, z którym łączyły go więzy wzajemnego szacunku i przyjaźni. Podobnie, poza kontaktami merytorycznymi pozostawał w przyjacielskich relacjach z szefami i orzecznikami Sekcji Naczelnego Lekarza Lotnictwa Cywilnego ULC.

Był członkiem - egzaminatorem Państwowej Komisji Egzaminacyjnej GILC a następnie ULC, a także członkiem Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

Stworzył w GOBLL AP tzw. Latającą Komisję, która korzystając z użyczonego samolotu An-2 latała na lotniska aeroklubowe w niemal całej Polsce, aby tam na miejscu przeprowadzać badania lotniczo-lekarskie. Za sterami tego samolotu najczęściej zasiadał właśnie Janusz.

Znany był także w dolnośląskim środowisku sportowym, gdyż w GOBLL-u rozwinął i prowadził badania sportowo lekarskie dla dzieci, młodzieży i sportu wyczynowego. Szczególnie dbał o poprawność przesiewowych badań dzieci. Dzięki temu wiele matek i wielu ojców dowiadywało się po raz pierwszy o zagrażających dziecku schorzeniach lub wadach postawy, które były wcześniej niediagnozowane. Zabezpieczał wraz z lekarzami GOBLL wiele dużych imprez sportowych na Dolnym Śląsku. Szczególne względy mieli także u Niego sportowcy niepełnosprawni.

Był wysoko ceniony w dolnośląskim środowisku medycyny pracy, kładąc duży nacisk na zakres i jakość badań z zakresu medycyny pracy tak w GOBLL-u, tak i później w DOLMED-ie, gdzie bardzo chętnie w tej specjalności orzekał.

Odejście z GOBLL-u i przejście na emeryturę bardzo przeżył. To był dla niego naprawdę trudny czas. Jednak nawet na chwilę nie zwolnił i niezwłocznie rozpoczął pracę w znanej wrocławskiej przychodni - DOLMED, gdzie dalej prowadził działalność orzeczniczą w zakresie medycyny lotniczej i medycyny pracy. Szybko zjednał sobie tam grono oddanych i bardzo życzliwych ludzi, którzy docenili jego niezwykle wysokie i liczne kwalifikacje i uprawnienia a szczerze go polubiwszy wspierali Go potem w czasie choroby umożliwiając pracę na dogodnych czasowo i ilościowo warunkach.

Janusz spełniał się w pracy, traktował ją jako służbę, co wyniósł z domu rodzinnego, a uczył się tego od swojego ojca, przedwojennego kolejarza – maszynisty. Pracował niemal do końca, pomimo wieloletniej ciężkiej choroby i wyczerpującego leczenia.

W dniu 3 lipca tego roku poniósł ogromną stratę – odeszła jego ukochana małżonka Jadwiga.
Ostatnich pacjentów przyjmował 13 sierpnia.

W ciągu swojego niezwykle pracowitego życia, był wielokrotnie nagradzany i honorowany w uznaniu zasług i włożonego trudu pracy przez organy państwowe, urzędy, przedsiębiorstwa, organizacje i stowarzyszenia ale przede wszystkim przez Aerokluby.

Między innymi został odznaczony i nagrodzony:

  • Przez Prezydenta RP:  Brązowym i srebrnym krzyżem zasługi
  • Przez Urząd Kultury Fizycznej i Sportu: Srebrną Odznaką Zasłużony Działacz Kultury Fizycznej
  • Przez Ministerstwo Obrony Narodowej: Brązowym Medalem za zasługi dla Obronności Kraju.
  • Przez Zarządu Aeroklubu Polskiego: tytułem i odznaką zasłużonego działacza lotnictwa sportowego,
  • Przez Międzynarodową Federację Lotniczą (FAI) w roku 2009 w uznaniu zasług i wieloletniej pracy prestiżową nagrodą lotnictwa sportowego – Dyplomem Paula Tissandier’a (nr 5957).

Był głęboko wierzącym katolikiem realizującym w życiu codziennym w stosunku do siebie i do bliźnich konony wiary chrześcijańskiej.

Odszedł człowiek nietuzinkowy, wielowymiarowy. Dobry mąż i ojciec, dziadek, stryj, a przy tym lekarz, chirurg, anatom i naukowiec, wybitny organizator i zarządca, uznany orzecznik medyczno- lotniczy i medycyny pracy, członek wielu towarzystw i organizacji, z pasji i miłości pilot szybowcowy i samolotowy, ale przede wszystkim Przyjaciel, Przyjaciel każdego, kogo spotykał na swojej drodze. Cześć jego pamięci. Niech Janusz i wzorzec jego postępowania zawsze pozostanie wśród nas.

Poniżej kilka zdjęć, wykonanych przez Stefana Wekera, z ostatniego pożegnania Ś.P. Janusza Marka:













Źródło: Stefan Weker
comments powered by Disqus