Książka "Fortece nad kanałem część III. Od Kilonii po Bordeaux"

Książka "Fortece nad kanałem część III. Od Kilonii po Bordeaux" (fot. napoleonv.pl)

14 grudnia br. ukazała się na rynku wydawniczym książka pt. "Fortece nad kanałem część III. Od Kilonii po Bordeaux" autorstwa Krzysztofa Janowicza, wydana nakładem Wydawnictwa Napoleon V.

To kontynuacja książek "Fortece nad kanałem. Pierwsze misje 8. USAAF nad zachodnią Europą" oraz "Fortece nad kanałem część II. Misje 8. AF do początku wiosny 1943".

"Nagle silniki ożyły! Numer 2 ryknął większą mocą, a zaraz za nim numer 1 i 4. Słysząc ten cud, „Skipper” i Hurd rzucili się z powrotem za wolanty i gorączkowo pracowali, aby utrzymać moc w silnikach. Udało im się. Harry wrócił do swojej wieżyczki i zaczął strzelać, a Bilyeu wrócił do karabinów maszynowych w nosie i poszarpanej skrzynki z mapami, którą trafił pocisk 20 mm. Nie wiem skąd reszta z tyłu wiedziała, że nie musimy się już ratować. Nasze radio zostało zniszczone, ale zdawało się, że wszyscy o tym wiemy i każdy wrócił na swoje stanowisko. Wołanie Merle Wolfa w interkom, abyśmy nie skakali było bezużyteczne, gdyż krzyczał w niesprawny mikrofon.

Nie mogłem wrócić z powrotem do swojej wieżyczki z powodu nogi, ale zacząłem ją obsługiwać stojąc na kładce pokładu z górną połową w wieżyczce. To ograniczało pole widzenia, ale było lepsze niż nic. Czy podczas tej wojny było trochę rycerskości? Kiedy spadaliśmy w dół, dymiąc jak lokomotywa i gdy jeden właz awaryjny poleciał w dół, myśliwce zdawały się powstrzymywać przed dalszymi atakami. Może po prostu oszczędzały amunicję, ale lubię myśleć, że okazały nam pewną litość.

Kiedy nasze problemy zostały przezwyciężone, Packer policzył nas na pokładzie i lecieliśmy tuż nad wodą. W tym czasie byliśmy daleko od naszej formacji i zupełnie sami. Niemieckie myśliwce, widząc nasze odrodzenie, znurkowały za nami, aby nas wykończyć. Bliskość wody utrudniała im ataki, ponieważ mogli z łatwością uderzyć w morze nawet podczas płytkiego nurkowania. Przeciw nam było co najmniej tuzin Fw 190, sfrustrowanych i wściekłych, że wciąż lecimy. Nadlatywały pod każdym kątem. Merle Wolf ostrzeliwał jednego z atakujących, który zaraz potem sam oddał kilka celnych serii z działek i w lewym bocznym stanowisku ulokował dwa trafienia. Merle upadł i wydawał się nieprzytomny. Nadbiegł Jimmie Poe, który strzelał na przemian z lewego i prawego stanowiska. Ahlborn strzelał do myśliwców atakujących nas od czoła, pomagając Lt. Bilyeu, który teraz obsługiwał trzy karabiny na raz.

Z punktu widzenia Niemców właśnie umieraliśmy i dlatego stali się nieustraszeni. Jeden podleciał tak blisko, że przeciął nam linkę anteny radiowej. Pociski kalibru 20 mm trafiały w moją wieżyczkę. Sądzę, że byli pewni, iż mnie wykończyli. W pewnym sensie tak było, ponieważ oba kaemy były niesprawne. Aby się upewnić, że spadamy, dwa Focke-Wulfy przeleciały obok nas, a trzeci z tyłu. Ten ostatni był moim koszmarem. Siedział tam, a jego skrzydła błyskały, gdy otwierał ogień. Gorączkowo przeładowywałem broń. Na skraju paniki krzyczałem: „Rozwal go, Harry, rozwal go!”. Górna wieżyczka była wówczas naszą jedyną bronią, która mogła ich sięgnąć. Na przemian modliłem się i przeklinałem... rozwal go Harry!

Jeden z pocisków kalibru 20 mm przeleciał przez dziób samolotu i eksplodował na ścianie grodzi tuż przed nogami pilotów, poważnie raniąc bombardiera 2/Lt. Evereta A. Coppage’a w pośladki. Kolejny pocisk wleciał od przodu do kabiny pilotów, ciężko raniąc Capt. Fostera w prawą nogę. Odłamki tego samego pocisku zraniły Lt. Stoffela w lewą nogę. Nie mogąc zatamować krwawienia Capt. Foster wiedział, że jest poważnie ranny i będzie potrzebował natychmiastowej pomocy lekarskiej. Poszedł do przodu samolotu, żeby wyskoczyć, mając nadzieję, że Niemcy szybko go znajdą i zabiorą do szpitala. Kiedy odkrył, że nie ma na sobie spadochronu, wrócił do kabiny, wyjął spadochron spod swojego fotela. Po założeniu go wrócił na dolny pokład części nosowej i wyskoczył przez właz.

Po chwili Capt. Foster pociągnął za linkę, ale ze zdumieniem zobaczył, że wysunęła mu się z dłoni. Musiał ręcznie wyciągnąć czaszę spadochronu. Opadając ku ziemi miał przy sobie przewód maski tlenowej i zawiązał go wokół prawej nogi, aby spowolnić upływ krwi z rany. Wylądował ciężko na polu i leżał tam, nie mogąc wstać z powodu poranionej nogi. Nagle z jednej strony nadbiegała gromada wyjących z wściekłości chłopów z widłami i drągami w rękach, a z przeciwnej strony nadjeżdżał mały otwarty samochód z żołnierzami. Tylko o krótką chwilę żołnierze byli szybsi i uchronili go przed linczem."


Zapraszamy miłośników historii lotnictwa do lektury.

Źródło: Wydawnictwo Napoleon V
comments powered by Disqus