Dyrektor Aeroklubu Lubelskiego: każdy lot balonem to pewna niewiadoma

Balon Aeroklubu Lubelskiego

"Baloniarze wcale za burtę kosza nie wyglądają. Dzisiaj zdecydowanie bardziej koncentrują się na ekranie tableta, który jest swego rodzaju komputerem pokładowym" - podkreślił Adam Gruszecki, dyrektor Aeroklubu Lubelskiego.

PAP Life: Co najbardziej podoba się panu w baloniarstwie?

A.G.: Niepowtarzalność. W tym sporcie każdy lot jest inny i niesie pewną niewiadomą. Wybieramy sobie miejsce do startu, ale nie wiemy, gdzie wylądujemy – za 10 czy 60 kilometrów. Niewiadomą jest też czas lotu. Na różnych wysokościach są różne prędkości wiatru, co czyni każdą wyprawę nieprzewidywalną. A tym samym to sport dla tych, którzy kochają takie wrażenia.

PAP Life: Myślałem, że powie pan o zapierających dech widokach?

A.G.: Sportowcy wcale za burtę kosza nie wyglądają. Dzisiaj baloniarze zdecydowanie bardziej koncentrują się na ekranie tableta, który jest swego rodzaju komputerem pokładowym, umożliwiającym obieranie właściwych kierunków i wysokości.

PAP Life: Dlaczego uczestniczki mistrzostw świata kobiet, które niedawno odbyły się w Nałęczowie, miały loty tylko wcześnie rano albo tuż przed zachodem słońca?

A.G.: Decydują o tym względy meteorologiczne. Wtedy atmosfera jest najbardziej stabilna, nie ma dynamicznych podmuchów, a operacja słońca jest słaba. W takich właśnie porach lata się nie tylko podczas zawodów, ale i rekreacyjnie.

PAP Life: Kiedy w Polsce trwa sezon balonowy?

A.G.: Balonem można latać przez cały rok. Ale najmniej wdzięczna jest jesień, bo ziemia jest wtedy błotnista i łatwo pobrudzić powłokę balonu. A powłokę kładziemy w terenie za każdym razem, kiedy przygotowujemy się do startu i kiedy demontujemy balon po locie.

PAP Life: Czy temperatura na wysokości, na której unosi się balon, jest dokuczliwa?

A.G.: Temperatura powietrza spada każdorazowo o 6 stopni na każde 1000 metrów. Zatem nie są to jakieś drastyczne spadki. Ale też trzeba pamiętać, że dodatkowo ciepło promieniuje z palnika. Robocza temperatura zależy od pory roku i temperatury na zewnątrz. W zimie wystarczy podgrzać powłokę balonu do 40-50 stopni i już będziemy się unosić. Ale już w lecie temperaturą normalną jest ponad 100 stopni.

PAP Life: Czy tam na górze jest cicho?

A.G.: To ciekawe, bo na wysokości lotu balonu bardzo wyraźnie słychać to, co się dzieje na ziemi. Ta słyszalność jest dużo lepsza niż gdybyśmy byli na dole. Ale gdy palnik pracuje, jego szum przytłumia dźwięki idące z dołu i wtedy rzeczywiście jest znacznie ciszej.

PAP Life: Ile trzeba wydać pieniędzy, żeby mieć swój balon?

A.G.: Myślę, że w przypadku nowego balonu możemy mówić o kwocie 160-180 tys. za komplet, czyli balon, kosz, butla i palnik. Do tego jeszcze potrzebna jest przyczepa i samochód, najlepiej terenowy, bo wtedy jest większa swoboda wyboru miejsca do lądowania czy startu.

PAP Life: Co trzeba zrobić, żeby zostać pilotem balonowym?

A.G.: Oczywiście poza chęciami, potrzebna jest licencja. Osoba ubiegająca się o nią, musi mieć ukończone 16 lat. Trzeba przejść szkolenie teoretyczne, a później praktyczne w zatwierdzonym przez Urząd Lotnictwa Cywilnego ośrodku szkolenia. Kurs teoretyczny to - w zależności od ośrodka szkolenia - ok. 60 godz. teorii oraz 16-19 lotów z instruktorem, co razem daje kilkanaście tysięcy złotych.

PAP Life: Czy jest to bezpieczny sport?

A.G.: Balon to jeden z najbezpieczniejszych środków transportu. Statystyki mówią, że w powojennej Polsce zginął tylko jeden pilot balonowy i stało się to w okolicznościach kontrowersyjnych – w 1958 roku Franciszek Hynek został zastrzelony przez organy bezpieczeństwa PRL. Nie przypominam sobie, żeby był jakiś inny wypadek śmiertelny w Polsce. Ogólnie, uważam, że jest to sport dla ludzi z wyobraźnią.

PAP Life: Jakie są pana wrażenia po balonowych mistrzostwach świata kobiet w Nałęczowie, których był pan organizatorem?

A.G.: Przez ostatnie dwa lata bardzo sumiennie przygotowywaliśmy się do MŚ. Harmonogram był bardzo szczegółowy i nad jego realizacją pracował liczny sztab osób, członków sekcji balonowej naszego aeroklubu. Jeszcze za wcześnie na podsumowanie imprezy, ale nieskromnie mogę przyznać, że otrzymujemy z całego świata gratulacje i komplementy za świetnie przygotowane zawody.

PAP Life: Jaka jest specyfika Nałęczowa jako areny wydarzeń balonowych?

A.G.: Teren do lądowania jest tutaj dość trudny, szczególnie z uwagi na to, że nie ma łąk, tylko pola uprawne. Dla początkujących baloniarzy jest to zdecydowanie wyzwanie. Ale dla zawodniczek startujących w MŚ nie powinno to stanowić wielkiego problemu. Natomiast wielką zaletą dla nas, jako organizatorów, jest przychylność władz samorządowych i w szczególności Uzdrowiska Nałęczów dla tego typu międzynarodowych wydarzeń i chęć współpracy oraz pomocy przy organizacji. Nie bez znaczenia jest dla nas baza noclegowa i zabiegowa Uzdrowiska. To stanowi o wartości tego miejsca oraz komforcie pobytu uczestniczek.

PAP Life: Jakie zadania muszą zazwyczaj wykonać baloniarze podczas zawodów?

A.G.: Paleta konkurencji zawodniczych jest bardzo duża, a regulamin MŚ pozostawia dużą swobodę dyrektorowi sportowemu w wykładaniu poszczególnych zadań, niemniej zawodnik w każdym locie musi wykazać się mistrzowską znajomością swojego sprzętu, właściwą taktyką i orientacją w zjawiskach meteo. W każdej konkurencji jest cel - naziemny bądź wirtualny - w przestrzeni, który trzeba osiągnąć. Wygrywa zawodnik, który najbliżej doleci do celu. W jednym locie możliwych jest kilka różnych konkurencji.

PAP Life: Jaki odsetek zawodników w baloniarstwie stanowią kobiety?

A.G.: To jest zdecydowanie męski sport. Na otwartych mistrzostwach świata, w których mogą startować kobiety i mężczyźni, na stu pilotów tylko 10 to kobiety. Ale jednocześnie nasze nałęczowskie zawody pokazują, że kobiety coraz chętniej zaczynają przygodę z tym sportem i również dobrze, co mężczyźni, sobie z nim radzą.

Źródło: PAP
comments powered by Disqus