Rozmowa z Michałem Wnukiem – reżyserem i współscenarzystą filmu "Polot"

Rozmowa z Michałem Wnukiem – reżyserem i współscenarzystą filmu "Polot" (fot. Next Film)

Jak już wcześniej informowaliśmy, 23 października br. na ekrany kin wchodzi film pt. "Polot", którego reżyserem jest Michał Wnuk – absolwent reżyserii na WRiTV Uniwersytetu Śląskiego. Członek SFP, w latach 2012-2015 przewodniczący Koła Młodych Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Twórca polsko-niemieckiego dokumentu „Agfa 1939. Podróż w czasie” oraz krótkometrażowego filmu fabularnego „Co mówią lekarze”; produkcji, która pokazywana była na wielu festiwalach, m.in. w Cannes, Teheranie, Moskwie, Paryżu i Breście.

Dystrybutor filmu "Polot" – Next Film – opublikował rozmowę z Michałem Wnukiem, którą zamieszczamy poniżej.

Dlaczego właśnie tę historię wybrałeś na swój pełnometrażowy debiut fabularny?

Dostałem się do szkoły filmowej w Katowicach tuż po maturze. Głodny wrażeń i środków utrzymania jeszcze w czasie studiów zacząłem pracować w startupie (choć nikt z nas by tego tej firmy tak nie określił) z pogranicza IT i lotnictwa. To moje naturalne środowisko, dobrze się czuję w towarzystwie ambitnych marzycieli w skórze nerdów. Miałem poczucie, że nikt nie tyle nie zrobił filmu o nas, co dla nas. To jest film, którego mi wtedy brakowało.

Czy od początku w roli Karola widziałeś Macieja Musiałowskiego?

Po lekturze scenariusza wiele osób mi mówiło, że to ciekawa historia i super bohater, ale nie znajdę nikogo o takiej kombinacji młodzieńczości i dorosłości. Doradzano mi, żebym przepisał to na starszych aktorów. I wtedy zadzwonił do mnie Filip Bajon i powiedział, że jest jeden chłopak, który mógłby to pociągnąć, studiuje u niego w szkole w Łodzi – Maciek Musiałowski. Na castingu biło od niego charyzmą, to typ człowieka, który odnalazłby się i w cyrku i w sądzie i na sali operacyjnej. I byłby w tym najlepszy. Potem razem z Tomkiem Włosokiem, Erykiem Kulmem i Polą Błasik zobaczyłem go w otoczeniu ludzi z jego świata, to był moment, w którym poczułem, że to się uda.


Maciej Musialowski - scena z filmu (fot. Jaroslaw Sosinski/Next Film)

Co jest dla Ciebie najważniejsze w tworzeniu filmów i jak wpisuje się w to „Polot”?

Dla mnie najważniejszym zadaniem w robieniu filmów jest złapać życie i nastrój. W „Polocie” łapaliśmy relacje między młodymi bohaterami, jak się boją, kochają, rozśmieszają, a z drugiej strony – to film o chłopakach, którzy są z bloków, ale o tym nie wiedzą, bo ich głowy są w chmurach, w szerokich kadrach, w pobłyskujących skrzydłach i hangarach.

Jak przygotowywałeś się do pracy na planie?

Pisaliśmy z Kają scenariusz już na gotowe obiekty. Cały zarys filmu powstał w tydzień – siedzieliśmy na łące i wpatrywaliśmy się w pasmo gór, nad którymi latały samoloty z lotniska Aleksandrowice w Bielsku-Białej. Potem ruszyliśmy w stronę, z której startowały samoloty. Obiekty były wpisane wręcz w nagłówki scen, co bardzo ułatwiło prace przygotowawcze. Potrzebowaliśmy sporo maszyn latających – helikopterów, dronów, sterowców, samolotów akrobacyjnych i luksusowych sześcioosobówek – nie wiem jakim cudem czy wysiłkiem woli naszej hiper sprawnej grupie produkcyjnej udało się to znaleźć, ale szukali w miejscach od czeskiej Pragi po Kołobrzeg.

Co przy pracy nad „Polotem” okazało się największym wyzwaniem?

Spora część filmu dzieje się w powietrzu, dlatego największym wyzwaniem było stworzenie realistycznego świata z prawdziwymi siłami fizycznymi, żeby jak najmniej używać komputerowej postprodukcji, która zawsze odstaje i wybija widza z iluzji. Ale tak naprawdę największe wyzwanie miał przed sobą Maciek Musiałowski – jest praktycznie w każdej scenie filmu, a ten film go nie oszczędzał, ani fizycznie, ani emocjonalnie.

Jakie emocje wywoła w widzach „Polot”?

Jeśli widz szuka współczesnego filmu o młodych ludziach i marzeniach, śmiesznego, przejmującego, zaskakującego, to prawdopodobnie to jest film dla was. Będą samoloty, sterowce, zachody słońca, miłość, ambicja, rywalizacja i pierwsze kroki w chmurach.

Źródło: Next Film
comments powered by Disqus