Swojej paralotniowej pasji oddaje całe serce

Motoparalotniarz na niebie (fot. mazuryparalotnie.pl)

Andrzej Walerych z Orzysza kocha latać. Miłość do paralotni zrodziła się u niego kilkanaście lat temu. I choć bywa czasem niebezpiecznie, z pasji nie zamierza rezygnować. – Pierwszego lotu nigdy nie zapomnę. To było dla mnie ogromne przeżycie – wspomina 36-latek.

Już jako mały chłopiec patrzył w niebo, wypatrując samolotów, zwłaszcza tych wojskowych. Marzył wówczas o lataniu. Kilkanaście lat później koledzy zarazili go pasją do paralotniarstwa.

Zacząłem czytać prasę specjalistyczną związaną z paralotniarstwem. Później pojechałem z kolegami na pobliskie górki i przyglądałem się, jak sobie radzą w lataniu na paralotniach. Jest to swobodne latanie bez silnika. Po jakimś czasie postanowiłem spróbować swoich sił. Potrenowałem ze skrzydłem i wykonałem pierwszy w życiu zlot z pobliskiej górki. Był to rok 2003 i od tamtej pory nieustannie wybieram się na ślizgi z moimi kolegami – opowiada Andrzej Walerych z Orzysza, założyciel stowarzyszenia Mazury Paralotnie, które zajmuje się propagowaniem lotnictwa w naszym regionie. 36-latek od lat zaraża innych pasją do latania, organizując imprezy, pikniki czy zawody.

Andrzej Walerych poświęca paralotniom oraz stowarzyszeniu większość swojego czasu. Lataniu i pasji oddaje całe serce. – Pasja do paralotniarstwa trwa już 17 lat. Pierwszego lotu nigdy nie zapomnę. To było dla mnie ogromne przeżycie. Pamiętam jak zacząłem unosić się w górę. Poczułem się wtedy, jak ptak. Lot trwał zaledwie kilka sekund, ale dostarczył mi mnóstwo pozytywnych emocji. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Nie mogłem doczekać się kolejnego lotu. Po zabawie z paralotnią jeszcze długo rozmawialiśmy z kolegami. Dzieliłem się z nimi swoimi wrażeniami. Uczucie było przecudowne. Zmieniło się również moje spojrzenie na świat – wspomina Andrzej Walerych.

Cały artykuł Beaty Smaka czytaj na stronie www.pisz.wm.pl

Źródło: Gazeta Piska
comments powered by Disqus