Doświadczyłem, przeżyłem, opisałem: "Latanie w Egipcie oraz wystawa w Mińsku..."

Latanie w Egipcie nad plantacjami bawełny, fot. youtube

W dzisiejszym odcinku cyklu „Doświadczyłem, przeżyłem, opisałem…” zapraszamy do lektury kolejnego fragmentu książki „Pilot doświadczalny” autorstwa Henryka Bronowickiego.


Konieczność latania w Egipcie nad bawełną na małej wysokości wiązała się z tym, że aparatura rozpylała smugę cieczy drobnokroplistej (na 1 cm/2 przypadało 15-20 kropelek). W warunkach wysokiej temperatury lot powyżej 1 metra spowodowałby, że rozpylone mikrokropelki cieczy wyparowałyby, nie opadając na bawełnę. Bardzo często inspektorzy (lokalni agronomi) przyjeżdżali motorami w rejon opryskiwanych pól i obserwowali samolot, na jakiej wysokości wykonuję zadanie.

Satysfakcjonowało ich, jeżeli pilot powracał z lotu, mając zielone koła, co oznaczało, że latał z częściowo zanurzonymi kołami w bawełnie. Latanie na tak małej wysokości z prędkością 180 km/h wśród różnych przeszkód, które trzeba było omijać, przeskakiwać, niekiedy przelatywać pod liniami wysokiego napięcia (było to oficjalnie zabronione), wymagało od pilota maksymalnej koncentracji i bardzo precyzyjnego pilotażu. Do tego dochodziła wysoka temperatura na zewnątrz i w szczelnie zamkniętej kabinie (powyżej 40 stopni C), z powodu ryzyka zatrucia chemikaliami unoszącymi się nad bawełną, które mogły przedostać się wraz z powietrzem przez nawiewy w kabinie.

Przez okres 5 miesięcy prototypem M-18 Dromader SP-PBY wykonywałem w ramach próbnej eksploatacji loty na opryski bawełny, które miały bardzo podobny charakter jak na tym filmie (LINK). ZUA zakończyło pracę w Egipcie w 1991. W Sudanie wykonywano opryski w ograniczonym zakresie jeszcze w 2005 r. Podczas oprysków bawełny w katastrofach lotniczych śmierć poniosło 51 pilotów , a co najmniej drugie tyle odniosło poważne obrażenia.

Białoruś  -  Mińsk 1981

W listopadzie 1981 do Mińska przyleciały wszystkie typy i różne modyfikacje samolotów, które produkował polski przemysł lotniczy. Rosjanie wystawili wiele nowych samolotów i śmigłowców w tym różne prototypy  z biur Kamowa, Milla, Antonowa, Iliuszyna. Wystawa statyczna trwała siedem dni. Przebywałem wówczas przez cały czas z pilotami z WSK-Okęcie, Instytutu Lotnictwa i mechanikami na lotnisku przy samolotach. Podobnie załogi radzieckie były przy swoich samolotach i śmigłowcach. Było zimno i padał deszcz. W drugim dniu wystawy podszedł do mnie i do Jerzego Wojnara dowódca załogi prototypu śmigłowca i zaprosił nas do ,,Kapciory"  na coś rozgrzewającego, jak to określił.

W rosyjskiej gwarze lotniczej ,,Kapciora" jest to pomieszczenie na lotnisku, w którym w cieple mogą posiedzieć piloci, napić się herbaty itp. Ponieważ przez najbliższe dni nie lataliśmy, więc na spotkanie ,,rozgrzewające" wzięliśmy z sobą alkohol. Spotkaliśmy się z czteroosobową załogą doświadczalną, która na wystawę przyleciała prototypem śmigłowca z biura konstrukcyjnego Kamowa (dwa wirniki przeciwbieżne, brak śmigła ogonowego). Rosjanie byli w mundurach, ja i Jurek Wojnar jak zwykle w cywilnych ubraniach. Było ich czterech: dowódca- pilot doświadczalny I klasy, drugi pilot doświadczalny, mechanik pokładowy i inżynier od prób w locie obsługujący pokładową aparaturę rejestrującą. Rozmawialiśmy w języku rosyjskim.

Dowódca postawił na stole litrową butelkę z alkoholem i stwierdził, że jest to ,,czysty spirytus spuszczony z instalacji przeciwoblodzeniowej śmigłowca". Ponadto sześć szklanek i sześć butelek wody mineralnej na ,,przepitkę". Obaj z Jerzym wiedzieliśmy, że jest to nieskażony czysty 99% spirytus, bo tylko taki można było używać w instalacji. Następnie ,,komandir" nalał po pół szklanki spirytusu i zaproponował toast za ,,wstrieczu" (spotkanie). Miałem wtedy 33 lata, Jerzy był przed pięćdziesiątką, tak jak radziecki ,,komandir".

Wiedziałem, że tego nie wypiję, więc szybko wlałem do szklanki wodę mineralną, uzupełniając ją do pełna. Jerzy tego nie zrobił. Domyślałem się, że wypije czysty spirytus i w ten sposób uratuje ,,honor pułku". Toast został przerwany, nie wypity spirytus w szklankach postawiono na stole. ,,Komandir" popatrzył na mnie zdziwiony i zapytał : Ty młody lotczik ispitatiel (pilot doświadczalny) spirytusu nie pijesz? Nie podchodit - odpowiedziałem patrząc mu w oczy. Widziałem jego duży fioletowy nos, z którego można było wycisnąć pół szklanki spirytusu. Widać było, że był zaprawiony w biesiadach alkoholowych.

Kiedy mu potwierdziłem, że nie będę pił czystego spirytusu, wówczas popatrzył na mnie - odniosłem wrażenie, że ze wstrętem -  i stwierdził: Kiedy ja byłem w twoim wieku pilotem doświadczalnym, to w próbach w locie wylatywałem 6 godzin dziennie, potem w restauracji do obiadu dla siebie zamawiałem pół litra wódki. Jadłem i piłem. Po zjedzonym obiedzie przeciągnąłem się i zdrowo pierdnąłem i szto? Lotczik stojał, tolko jajca kolebajetsa  (huśtają się od wylatujących gazów). A teraz u nas młodzi piloci doświadczalni są tacy jak ty. Polata on w próbach dwie godziny i już jest zmęczony. W restauracji  (robiąc zdziwioną minę), on do obiadu zamawia tylko 100 gram wódki. po zjedzonym obiedzie, też się przeciąga, zdrowo pierdzi  i co? Jego jajca stojat, a lotczikiem kolebajetsa. Do końca sympatycznego zresztą spotkania Rosjanie tolerowali moje mieszanie spirytusu z wodą.


Książka „Pilot doświadczalny” dostępna jest w sklepie dlapilota.pl (LINK)


Henryk Bronowicki - przeczytaj notkę biograficzną zamieszczoną na Wikipedii


Dziękujemy wszystkim za dotychczasowe zgłoszenia. Są one ważnym elementem budowania bezpieczeństwa lotniczego i umożliwiają uczenie się na błędach popełnianych przez innych. Doceniając trud włożony w napisanie artykułu, osoby, których teksty zostaną opublikowane na naszym portalu, będą honorowane specjalną koszulką „Aviation Safety Promoter”.



 

Źródło: dlapilota
comments powered by Disqus