Jerzy Krzemiński – wspomnienie
Jerzy Krzemiński (ur. 11.05.1936 – zm. 12.08.2026) przez dziesięciolecia związany był z olsztyńskim lotnictwem szybowcowym - jako pilot i instruktor oraz z modelarstwem lotniczym, pozostawiając znaczący dorobek sportowy, instruktorski i wychowawczy, a swoją wieloletnią działalnością trwale wpisał się w historię Aeroklubu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.
W 1955 roku rozpoczął szkolenie szybowcowe, a po odbyciu służby wojskowej w I Pułku Lotnictwa Myśliwskiego „Warszawa” powrócił do Aeroklubu Warmińsko-Mazurskiego. W latach 60-tych uzyskał uprawnienia pilota szybowcowego i samolotowego oraz instruktora pilota szybowcowego. W swojej działalności szkoleniowej wyszkolił około 150 pilotów szybowcowych, przekazując kolejnym pokoleniom wiedzę i doświadczenie zdobywane przez lata aktywności lotniczej.
Szczególne miejsce w jego dorobku zajmuje modelarstwo sportowe. Krzemiński wielokrotnie uczestniczył w mistrzostwach Polski, Europy i świata, zdobywając łącznie 26 medali, w tym 6 złotych. Przez wiele lat był członkiem kadry narodowej w klasie swobodnie latających modeli silnikowych i sześciokrotnie reprezentował Polskę na mistrzostwach świata. W 1983 roku miesięcznik „Modelarz” uhonorował go tytułem „Modelarza Wszechczasów”, przyznawanym na podstawie klasyfikacji wyników uzyskanych przez polskich modelarzy w ciągu dwudziestu lat.
Nie mniej znacząca jest jego działalność pedagogiczna. Przez 70 lat, a więc przez większą część swojego życia zajmował się szkoleniem młodych modelarzy prowadząc zajęcia w kolejnych modelarniach lotniczych zlokalizowanych na terenie Olsztyna. Wychował około 4000 modelarzy, a jego podopieczni wielokrotnie zdobywali medale na zawodach lokalnych oraz na mistrzostwach Polski modeli swobodnie latających.
Wspomnienia Jerzego Krzemińskiego dokumentują zatem nie tylko osobistą historię pasji do latania, lecz przede wszystkim wieloletni wkład autora w rozwój olsztyńskiego lotnictwa i modelarstwa. Stanowią cenny zapis dorobku człowieka, który swoją wiedzę i doświadczenie przez kolejne dziesięciolecia przekazywał następnym pokoleniom miłośników lotnictwa.
Wspomnienia Jerzego Krzemińskiego spisane w 2016 r.:
Urodziłem się w maju 1936 w Kosowie Poleskim – niewielkim mieście położonym na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej (obecnie Białoruś), zlokalizowanym około 140 km na wschód od Białegostoku. W pobliżu Kosowa Poleskiego, w majątku Mereczowszczyzna urodził się Tadeusz Kościuszko, a w położonym 100 km na północny-wschód Nowogródku - Adam Mickiewicz.
Moi rodzice to Arkadiusz Krzemiński (1907-1979 r.) i Olga Krzemińska z domu Jurewicz (1908-1999 r.). Razem z rodzicami mieszkałem w Kosowie Poleskim przy ul. Tadeusza Kościuszki, w domu wybudowanym przez dziadka Pawła Jurewicza, jego syna (brata mamy) i mego ojca. Ojciec w 1930 r. w Brześciu nad Bugiem uzyskał dyplom mistrzowski Zegarmistrz Jubiler i w nowo wybudowanym domu miał dwa sklepy: zegarmistrzowsko-jubilerski i radiotechniczny oraz sklep sportowy, rowerowy i skład broni i amunicji myśliwskiej. Mój dziadek ze strony taty, Antoni (1874-1926 r.) w randze Kapitana Sztabowego Armii Carskiej walczył w 1905 r. pod Port Artur z wojskami japońskimi, gdzie za wybitne zasługi w strzelaniu został odznaczony 7 medalami. W 1906 r. po powrocie z wojny ożenił się z Lidią Nowicką – prawnuczką Józefa Kościuszki (starszy brat Tadeusza Kościuszki) i w marcu 1907 r. urodził się mój ojciec Arkadiusz Krzemiński. W tym to czasie dziadek i babcia Lidia zamieszkiwali w dworku w Mereczowszczyźnie około 1 km od Kosowa, gdzie w 1746 r. przyszedł na świat Tadeusz Kościuszko. Babcia jako prawnuczka Józefa Kościuszki była spadkobierczynią i właścicielką dworku. Dziadek Antoni Krzemiński po zawarciu małżeństwa podjął pracę zarządcy dóbr majątku hrabiego Pusłowskiego w Mereczowszczyźnie, gdzie pracował do roku 1918 - tj. do czasu, gdy hrabia Pusłowski stracił majątek przegrywając go w karty (pałac i około 50 włók lasu i ziemi uprawnej). W 1918 r. z Warszawy zostało przysłane pismo zabraniające wycinania lasów. Dziadek, którego zadaniem był m.in. nadzór nad wycinką drzew, poinformował o tym zarządzeniu nowego właściciela pałacu, który to nakazał schować pismo. Dziadek jako administrator musiał wykonać jego polecenie - wycinanie drzew odbywało się więc nadal. Ale nie trwało to długo, bo z powiatu przyjechała kontrola, właściciel wyparł się, aby cokolwiek wiedział o zakazie wycinania lasów, więc wina spadła na dziadka, który stracił pracę i musiał przenieść się do Kosowa. Dworek w Mereczowszczyźnie - dom urodzin Tadeusza Kościuszki - został spalony przez białoruską partyzantkę w 1942 r. W 1938 r. wraz z rodzicami mieszkałem w Kosowie. Pewnego dnia usłyszałem dziwny warkot i ze zdziwieniem ujrzałem na niebie, około 300-400 m nad ziemią, czerwony samolot. Był to najprawdopodobniej RWD 5. Zdziwienie moje było ogromne, bo przecież „między ziemią a niebem nie ma nic”, a czerwony samolot poruszał się po nieboskłonie.
W czerwcu 1939 roku został zorganizowany w Kosowie przylot i lądowanie samolotu. Na sporej łące został wyznaczony teren, ułożono znak do lądowania – literę T, przy której z chorągiewkami znajdowało się dwóch ludzi. I rzeczywiście, o wyznaczonej godzinie nadleciał samolot, RWD-5 w kolorze białym. Wszyscy zainteresowani czekali na lądowanie. Samolot obniżył lot, przeleciał nad znakiem T i zgromadzonymi ludźmi. Widzieliśmy sylwetki pilotów siedzących w samolocie jeden za drugim. Samolot pokrążył dwa, trzy razy, lecz nie wylądował i odleciał. Tak wyglądał cały pokaz.
W pamiętnym roku 1939 pierwszego września był atak wojsk niemieckich na Polskę. Po około 1 miesiącu walk Polska została zajęta przez Niemców. My mieszkańcy kresów wschodnich w dniu ataku wojsk rosyjskich na Polskę 17 września zostaliśmy wcieleni do ZSRR. Dla mnie i moich rodziców był to bardzo okrutny okres. Już 25 września 1939 r. w naszym domu zjawili się pracownicy NKWD, którzy przez 3 dni rekwirowali towar ze sklepów, tj. radioodbiorniki (sieciowe, bateryjne i kryształkowe na słuchawki), zegarki, broń i amunicję myśliwską, dwa motocykle oraz rowery i sprzęt sportowy. Oczywiście sklepy zostały zamknięte, a okna wystawowe zabite deskami. Ojciec, aby utrzymać rodzinę, podjął pracę jako kinomechanik (wyświetlał filmy) w Miejskim Domu Ludowym. Trwało to do czerwca 1941 r., kiedy to wojska niemieckie zaatakowały ZSRR. Kresy wschodnie zostały wtedy zajęte przez Niemców. Oczywiście Niemcy nie pozostawili nas w spokoju. Nowe władze zarządziły w naszym domu rewizję, której rezultatem było znalezienie dwóch zepsutych lamp radiowych, które przez przeoczenie NKWD leżały na jednym z okien wystawowych.
Lotniczy pokaz z 1939 r., który miał zakończyć się lądowaniem samolotu RWD, sądzę że przez przypadek ziścił się w lipcu 1942 r., tj. za okupacji niemieckiej. Czy to przez przypadek, czy było to przez Niemców zamierzone, nieoczekiwanie na łąkach w pobliżu naszego domu wylądował niemiecki samolot typu Fi-156 „Storch” (po polsku Bocian). Ponieważ łąki na Polesiu były podmokłe (zalane ok. 15-20 cm wodą), Niemcy mieli kłopoty ze startem. Sprawę uratowała przebiegająca przez łąkę piaszczysta droga o szerokości 5 m. Niemcy kazali ok. 15 mężczyznom wypchnąć samolot na drogę, a następnie usunąć wbite po obu stronach drogi drewniane kołki o wysokości 1,5 m. Po tych czynnościach samolot bezpiecznie i bez przeszkód wystartował. Lądowanie i start Storcha było sensacją, która zgromadziła około 300 mieszkańców. Po 10 minutach, gdy ludzie zaczęli się rozchodzić nadleciał niemiecki dwusilnikowy samolot Fw-189 „Rama”, a pilot widząc spory tłum, obniżył lot i zaczął strzelać z karabinu maszynowego. Ludzie uciekali do położonego w pobliżu lasu, jednak jedna osoba została ranna. Ja zaś z odległości około 5 metrów mogłem zobaczyć pierwszy w moim życiu prawdziwy samolot. Następne moje spotkanie z samolotem nastąpiło rok później, tj. w 1943 r. Tym razem samolot wylądował za naszym domem, gdzie znajdował się stadion i basen kąpielowy. Bawiąc się w przydomowym ogródku usłyszałem lecący samolot. Był to „Storch” Fi-156, który nadleciał nad stadionem na wysokości 200 metrów, zredukował obroty silnika i ku memu zdziwieniu na krótkim odcinku, lotem nurkowym wytracił wysokość i bezpiecznie wylądował na boisku piłkarskim.
Te dwa wydarzenia zainspirowały mnie do zbudowania własnego samolotu, który wykonałem ze znalezionych desek zbijając gwoździami kadłub, skrzydła i stateczniki. Wsiadałem na swój samolot, a koledzy podnosili mnie do góry za skrzydła i ogon. Pełniłem funkcję pilota i silnika – w ten sposób po boisku na stadionie odbywałem loty.
Nadszedł następnie rok 1944, a z nim front i powrót Rosjan na kresy wschodnie. Zaczęły się nowe porządki. W Warszawie wybuchło powstanie, które Niemcy na początku października stłumili. Front stanął nad Wisłą. W styczniu 1945 r. front ruszył na zachód – Warszawa została wyzwolona. W kwietniu 1945 r. w naszym domu zjawili się dwaj oficerowie NKWD. Dano nam godzinę na spakowanie się i opuszczenie domu. Nasz dom ocalał jako jeden z niewielu w mieście i został nam odebrany – zrobiono w nim szkołę muzyczną. Pozbawieni domu zostaliśmy internowani. Na początku maja 1945 r. znaleźliśmy się w mieście Żuromin koło Warszawy. W lipcu urząd repatriacyjny w Warszawie skierował nas do Olsztyna – zamieszkaliśmy na ul. Bałtyckiej. Od września 1945 r. zacząłem naukę w drugiej klasie Szkoły Podstawowej Nr 2 przy ul. Kościuszki.
Miejsce zamieszkania okazało się dla mnie dość szczęśliwe, ponieważ vis-a-vis naszego domu znajdowała się stanica harcerska, w której działała modelarnia lotnicza. Natomiast od strony południowej w odległości ok. 2 km na Dajtkach było lotnisko. Modelarze na placu przed stanicą oblatywali zbudowane przez siebie modele. Wzorując się na nich budowałem swoje modele. Najpierw były to modele klejone z kartonu, a później modele z bambusa, z patyków, sklejki. Oczywiście nie dorównywały one modelom budowanym w modelarni. W 1947 r., kiedy byłem nieco starszy wstąpiłem do drużyny harcerskiej oraz do modelarni. Instruktorem modelarni był Mieczysław Jeżyk – oficer pilot, który latał na samolotach Ił-2 i Ił-10 – w Olsztynie uczęszczał do Technikum Łączności celem zrobienia matury. Wśród członków modelarni pełniłem trochę rolę wiodącą, wyróżniając się wiadomościami teoretycznymi i zdolnościami manualnymi. W styczniu 1950 r. modelarnia została przeniesiona do nowo wybudowanego Wojewódzkiego Domu Kultury na ul. Wojska Polskiego (koło Stadionu Leśnego). W czerwcu 1950 r. instruktor Jeżyk zdał maturę i wrócił do jednostki lotniczej w Kaliszu. Kierownik WDK pan Zapolski zaproponował mi stanowisko instruktora modelarni – prowadziłem ją do czerwca 1955 r.
W marcu 1953 r. złożyłem podanie o przyjęcie mnie na kurs szybowcowy. Ponieważ nie miałem 18 lat, wymagana była na piśmie zgoda rodziców. Ojciec miał kolegę Witolda Pijanowskiego – pilota latającego w Aeroklubie. W jednym z lotów szkolnych na szybowcu SG-38 miał wypadek (szybowiec pod dużym kątem uderzył w ziemię) i doznał obustronnego złamania obojczyków. Stąd sprzeciw mojego ojca odnośnie szkolenia szybowcowego.
Cel swój zrealizowałem – będąc pełnoletnim – dopiero w roku 1955, kiedy skończyłem szkołę średnią i zdałem maturę. Pierwszy swój lot wykonałem na szybowcu Żuraw we wrześniu 1955 r. z instruktorem Tadeuszem Farsewiczem. W kwietniu 1956 r. pojechałem do Fordonu do szkoły szybowcowej, gdzie rozpocząłem szkolenie teoretyczne, a potem praktyczne na szybowcu ABC. Moim instruktorem prowadzącym była Pani Helena Hrynko. Po zdaniu egzaminów teoretycznych rozpocząłem szkolenie praktyczne, zaczynając od tzw. „chwiejnicy”. Następnie przeszliśmy na loty za wyciągarką zaczynając od szurów, skoków, skoków na większej wysokości, zakrętów o 45o i 90o w prawo i lewo. Gdy wykonywaliśmy skoki na wysokości ok. 10 m, jeden z uczniów pilotów z Bydgoszczy, latający w drugiej grupie, w drodze na start pochwalił się, że gdy wyciągarkowy go ciągnie to on podciąga szybowiec drążkiem i uzyskuje większą wysokość.
Przez środek lotniska przebiegała droga polna. Moja grupa była usytuowana przed drogą, a druga grupa za drogą. Około 10-15 m od drogi stała wyciągarka drugiej grupy, a my mieliśmy start około 20 m przed drogą. Przy drodze od naszej strony znajdowała się 1-metrowa skarpa. 10 metrów od drogi znajdowały się dwa leje po bombach wypełnione wodą. Loty odbywały się z pełną intensywnością. W pewnym momencie widzimy, iż startuje wspomniany wcześniej uczeń pilot. I rzeczywiście, widzimy, że szybowiec uzyskał większą wysokość. Wyczepił się. Obserwujemy, że pilot kieruje szybowiec wprost na wyciągarkę. Mechanik wyciągarkowy widząc, że szybowiec może uderzyć w wyciągarkę, zerwał się i obserwując szybowiec balansował na wyciągarce w lewo i prawo chcąc opuścić wyciągarkę. Uczeń kierujący szybowcem w pewnym momencie skręcił trochę w prawo kierując się na naszą grupę. I rzeczywiście, minął wyciągarkę z prawej strony i zaczął lądowanie na drodze. Ponieważ szybowiec nie wytracił całkowicie szybkości, przeleciał drogę, od której się odbił i mając wysokość 1 metr (wysokość skarpy) wylądował w samym środku leja wypełnionego wodą. Pilot wypiął pasy szybowca – woda sięgała mu do szyi, a następnie wysiadł z szybowca. Następnie zrobił kilka kroków na brzegu w lewo, potem w prawo i wskoczył z powrotem do wody, złapał szybowiec za tzw. skrzynkę i wyniósł go na brzeg. Oczywiście po tym lądowaniu został dyscyplinarnie usunięty z kursu. Ja przeszedłem jako pierwszy na start na dużej wysokości (200 m), potem na start za dolnym zaczepem, wykonując łącznie na ABC-aku ponad 200 lotów. Na „Czapli” wykonałem 10 lotów kontrolnych, a następnie wylaszowałem się na szybowiec „Salamandra”, na którym wykonałem 20 lotów. W maju 1956 r. wróciłem do Aeroklubu w Olsztynie, gdzie wykonałem na szybowcu „Czapla” tylko 5 lotów. W 1957 r. zostałem powołany do odbycia zasadniczej służby wojskowej, do Mińska Mazowieckiego, gdzie służyłem w I Pułku Lotnictwa Myśliwskiego „Warszawa”. W 1958 r. na 15-lecie powstania Pułku do sali historii wykonałem około 20 modeli samolotów, na których latali w I Pułku „Warszawa”. Po odbyciu służby wojskowej, wróciłem do Aeroklubu Warmińsko-Mazurskiego, gdzie podjąłem pracę Kierownika Sekcji Modelarskiej. W roku 1962 zdobyłem srebrną odznakę pilota szybowcowego oraz drugą klasę pilota szybowcowego. Następnie po zdaniu egzaminów przed Państwową Komisję Egzaminacyjną uzyskałem licencję pilota szybowcowego. W 1967 r. na kursie w Krośnie zdobyłem trzecią klasę pilota samolotowego. Po zdaniu egzaminów przed Państwową Komisją Egzaminacyjną w 1968 r. uzyskałem uprawnienia drugiej klasy instruktora pilota szybowcowego. Wyszkoliłem około 150 pilotów szybowników.
Równolegle z lataniem byłem czynnym modelarzem. W roku 1952 na zorganizowanych na terenie Warmii i Mazur w Gryźlinach przez Ligę Lotniczą I Wojewódzkich zawodach modelarskich trzech zawodników zdobyło odznaki Modelarza-Amatora, a mianowicie: koledzy Smoleń i Mendyka oraz ja. W 1960 r. w Gnieźnie zadebiutowałem startem modelami z napędem silnikowym i zająłem 16. miejsce. W 1961 r. startując w Mistrzostwach Polski w Ciechanowie zająłem 8. miejsce i zostałem powołany do kadry modelarskiej. W 1962 r. na Mistrzostwach Polski w Ligocie Dolnej koło Opola zdobyłem drugie miejsce i tytuł Wicemistrza Polski oraz srebrny medal. Od tego momentu zostałem członkiem kadry narodowej w klasie modeli silnikowych. W sumie zdobyłem 6 medali złotych, w tym 3 międzynarodowe, 8 srebrnych i 12 brązowych. W roku 1965 zdobyłem złotą odznakę modelarza, a w 1973 r. zdobyłem złotą odznakę modelarza z 3 diamentami Nr 12. Sześciokrotnie reprezentowałem Polskę na Mistrzostwach Świata Modeli Latających i wielokrotnie na Mistrzostwach Europy, Zawodach Międzynarodowych i Mistrzostwach Państw Socjalistycznych, z reguły plasując się na czołowych miejscach.
W 1983 r. Redakcja miesięcznika „Modelarz” przeprowadziła klasyfikację wyników modelarskich uzyskanych przez modelarzy w Polsce na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat, w których to w klasie modeli z napędem silnikowym zająłem I miejsce i uzyskałem tytuł „Modelarza Wszechczasów”. W 1995 r. z tej okazji została zorganizowana wystawa moich modeli, pucharów i medali w Zakładzie Wychowania Technicznego Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Olsztynie.
Oprócz modelarskiej działalności sportowej prowadziłem szkolenie modelarskie jako instruktor. Wyszkoliłem około 4000 modelarzy. Obecnie prowadzę zajęcia w Klubie Modelarstwa Lotniczego i Kosmicznego w ramach Olsztyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej (OSM). W tym klubie zajęcia prowadzę od 1979 r. W tym czasie moi podopieczni na Mistrzostwach Polski zdobyli 33 medale, w tym 15 złotych, 14 srebrnych i 4 brązowe.
Redakcja: Izabela Piktel, J. Bartosz Krzemiński.
Źródła:
1. „Lotnicze Wspomnienia” - broszura wydana w 2016 r. z okazji 70-lecia Aeroklubu Warmińsko-Mazurskiego (1946-2016) w Olsztynie.
2. Archiwum zdjęć rodziny Krzemińskich.
Komentarze