Edmund Klich, przewodniczący Komisji Badania Wypadków Lotniczych

Edmund Klich, przewodniczący Komisji Badania Wypadków Lotniczych

Komentarze

Wydaje się, że przedstawianie opinii o wyłącznej lub niemal wyłącznej winie rosyjskich kontrolerów lotów na lotnisku Siewiernyj za katastrofę w Smoleńsku szkodzi Polsce na arenie międzynarodowej, bo te opinie nie mają podstaw prawnych. Wielu specjalistów skłania się do konkluzji, że bezpośrednie przyczyny katastrofy leżą wyłącznie po stronie polskiej. Laicy raczej skłaniają się ku innej konkluzji w sprawie przyczyn i win. Może jednak należy przygotować zwykłych ludzi w Polsce do wniosków dla Polski niekorzystnych, wynikających z ew. rozpraw przed sądami polskimi i/lub międzynarodowymi? Bo tam raczej nie mamy szans na przerzucenie bezpośredniej odpowiedzialności na kogoś innego - nawet w części!

A głoszenie "zaprzaństwa" i zdrady kompromituje - strasznie - Polskę. Nie tylko w oczach Rosjan. A po słowach kolegi Macierewicza śp. Dyrektor Wojciechowski, który go do Reytana przygarnął, w grobie się przewraca!

Z opublikowanych zapisów rozmów w kokpicie pilotów 3 lądujących samolotów i w kontroli lotów zdaje się wynikać, że:

1/ rosyjscy kontrolerzy nie zezwolili na lądowanie żadnego z 3 samolotów, bo ich nie widzieli i nie mogli przekonać się na własne oczy, czy samoloty są na kursie i ścieżce, a zatem wszystkie te samoloty znalazły się na wysokości niższej niż 100 m nielegalnie zarówno wg rosyjskiego jak i międzynarodowego prawa lotniczego (nastąpiło to na skutek złamania przepisów przez wszystkich pilotów, zatem rosyjscy kontrolerzy nie są odpowiedzialni za to, co zdarzyło się na wysokości poniżej 100 m nad lotniskiem, a więc i za katastrofę, bo nie pozwolili zejść poniżej minimum lotniskowego, zejście poniżej 100 m nastąpiło samowolnie lub wskutek rażących błędow w ocenie wysokości),

2/ "Posadka dopołnitielno" to wynik żądań załogi TU-154M i nacisku na kontrolerów "z góry", ale te naciski dotyczyły tylko sprowadzenia samolotu Tu154M do wysokości minimum lotniskowego (a zatem nie były działaniem przestępczym zmierzającym do wywołania katastrofy, bo zakładano, że pilot z odpowiednimi uprawnieniami wie, jak dojść do minimum i go nie przekroczyć) i wynikały chyba z zamiaru przekonania otoczenia "Gł. Pasażera", że rosyjskie meldunki meteo są prawdziwe i nie są "spiskiem" zmierzającym do zerwania uroczystości w Katyniu, a z zapisu rozmów wynika, że coś w Moskwie wiedziano o przejawach niedowierzania Rosjanom w sprawie oceny pogody (może podsłuchano rozmowy komórkowe i satelitarne z pokładu Tu-154M?) i może przyjęto postawę: niech sami zobaczą mgłę i warunki na lotnisku, komendę "posadka dopołnitielno" I pilot Tu-154M zrozumiał, ale - nieświadomie zapewne - schodził nadal niżej,

3/ błędy w potwierdzaniu pozycji "na kursie i ścieżce" przez kontrolerów dotyczyły zarówno Tu-154M, jak i Jaka-40 (wyszedł za wysoko nad progiem) i Iła-76 (w I podejściu rozpaczliwie korygował lot na pas, a II przelot był nad parkingiem samolotowym i nasypem wokół niego), zatem wynikały z niedokładności przestarzałego i zapewne "rozkalibrowanego" sprzętu, wątpliwości należy tłumaczyć na korzyść podejrzanych, błędy te spowodowały tylko to, że faktyczne miejsce katastrofy Tu-154M znalazło się nieco na prawo lub lewo od prawidłowego kursu samolotu, brzeg jaru był długi (zatem i na prawidłowym kursie katastrofa nastąpiłaby również ok. 15 m poniżej progu pasa lotniska), a drzewa rosły wzdłuż brzegu jaru, błąd kontrolera nie skutkował więc katastrofą, bo na ocenę wysokości nie miał wpływu ani przyrządu do oceny,

4/ należy przyjąć za prawdopodobne nie nagłośnione przez MAK wyjaśnienia, że jednym z powodów nieudzielenia zgody na lądowanie wszystkim trzem samolotom było przekonanie o możliwości przekłamań w odczycie pozycji samolotu, zwłaszcza przy braku dokładnych danych o wysokości samolotów nad pasem i o niedoskonałości sprzętu, przy jednoczesnym braku - wskutek warunkóww pogodowych - możliwości ze strony kontrolerów naocznej obserwacji nalotu na pas, podobne doświadczenia nabyto w PRL w toku sprowadzania na lotnisko przy złej pogodzie uszkodzonych samolotów wojskowych przy użyciu podobnych urządzeń produkcji ZSRR (rzecz mało znana, bo była ściśle tajna, a dokumenty prawdopodobnie zniszczono, ale niektórzy świadkowie żyją),

5/ o pewnym nacisku na załogę Tu-154M (zmierzającym chyba do naocznej weryfikacji danych meteo przez osobę cieszącą się zaufaniem decydenta) może świadczyć brak zgody ze strony Gł. Pasażera na odlot na lotnisko zapasowe pomimo wielokrotnych w tej sprawie monitów pilotów, kierowanych do dyr. Kazany, a z zapisu rozmów wynika, że zamiast tej zgody pojawił się w kokpicie gen. Błasik - zapewne jako "mąż zaufania" Gł. Pasażera i nadzorca, bo komenda I pilota "ODCHODZIMY" pada w sekundę po stwierdzeniu przez NN (czy gen. Błasik?) że "NIC NIE WIDAĆ", a dzieje się to przecież na niedopuszczalnym przepisami i praktyką poziomie 50-40 m nad lotniskiem, a nie na wysokości decyzyjnej 100 m(!), nastąpiło to wskutek błędów załogi w odczycie wysokościomierzy, a nie z winy kontrolerów,

6/ jest prawdopodobne, że gen. Błasik brał pewien (a może istotny?) udział w procesie decyzyjnym w sprawie "odejścia", a jako pilot z uprawnieniami na wielosilnikowe odrzutowe samoloty pasażerskie zapewne mógł (czy nawet powinien?) zauważyć niezgodność wskazań - znajdujących się przed nim w odległości metra - innych wysokościomierzy barycznych z odliczaniem wysokości przez załoganta wg wysokościomierza radiowego, jego stan (0.06% alk.) mógł więc mieć wpływ ( nie wiadomo, czy na pewno negatywny - uwaga poniżej) na przebieg wydarzeń, bo spełniał tu rolę "hamulcowego", zatem p. Anodina postąpiła dość brzydko, ale nie wbrew prawu i przepisom (zrobiła tak, bo mogła, może uznała za stosowne, a może po to, by się odegrać za "sztuczną mgłę" lub "bomby paliwowo-powietrzne" i inne takie pomysły),

7/ nie ma w gruncie rzeczy podstaw do zaliczenia stanu lotniska jako bezpośredniej przyczyny katastrofy, bo: światła by nie pomogły, zainstalowany osprzęt radarowy z założenia nie służył do określania wysokości samolotów nad lotniskiem i nie mógł służyć do sprowadzania samolotów bez widoczności ziemi, drzewa stanowiły powszechnie stosowany i znany załodze element maskujący lotnisko wojskowe, istnienie jaru było znane złodze Tu-154M, nawierzchnia lotniska i długość pasa nie wpłynęły na katastrofę,

8/ pozostaje do wyjaśnienia rola fatalnego odczytywania nie tych wysokościomierzy i ich ustawienia oraz kwestia wykorzystywania automatycznego pilota do odejścia i rola automatu ciągu, ale to zdecydowanie jest poza wpływem kontrolerów lotu.

Odnośnie "hańby" wynikającej z zawartości alkoholu we krwi gen. Błasika: To trzeba zweryfikować! Ale w sporcie strzeleckim alkohol jest uznawany za nielegalny środek dopingujący, ponieważ niewielka dawka alkoholu ułatwia kontrolowanie oddechu i pulsu, a więc i oddanie celnego strzału. Strzelając kiedyś sportowo znam efekt. Dlatego wg pamiętników z II wojny światowej snajperzy czatując na cele żywe wypijali co nieco, podobnie jak alianccy (oprócz Amerykanów) bombardierzy w precyzyjnych nalotach dziennych na wyrzutnie V-1 we Francji i tamy w Zagłębiu Ruhry (najcięższa bomba kulista musiała być zrzucona na precyzyjnie określonej wysokości i odległości, żeby - "skacząc" po wodzie uderzyć w cel), aby skupić się i trafić cel w warunkach intensywnego ostrzału plot.

Zatem p. gen. Błasik może wypił coś na pokładzie samolotu (świadczyć miałby o tym fakt, że alkohol nie zdążył dotrzeć do nerek), może dla opanowania stresu? Mógł, choć być może nie powinien przed mszą w Katyniu, ale to już inna kategoria ocen - pozawojskowa. Jako strzelec, pilot i celowniczy wyrzutni rakietowych wiedział zapewne, jak na organizm w stresie działa minimalna dawka alkoholu. Dlaczego miałoby to być hańbą? Prohibicji w wojsku nie ma i nigdy nie było.

http://wiadomosci.wp.pl/gid,13031700,title,Zdjecia-z-raportu-MAK,gpage,1... Na tym obrazku widać jakieś współrzedne geograficzne, datę wysokość npm itd . Może by jakiś fachowiec powiedział czego to współrzędne powinny być jeżeli to jest zdjęcie z radaru lotniczego. Po wpisaniu tych współrzędnych w Googlemaps pokazuje się punkt dość odległy od początku pasa ale w osi pasa startowego znanego nam wszystkim lotniska . Jak wpiszę w GPS samochodowy jakieś współrzędne z obrazka Googlemaps z terenu Polski to GPS doprowadza do tego miejsca w trybie „przełajowym” z dokładnoscia do około 30m (wykonałem kilka prób w rózne miejsca koło domu). Nie wiadomo jak jest na terenie Rosji z dokładnością współrzędnych geograficznych odczytywanych na podstawie Googlemaps. Czy nie powinny to być współrzędne początku pasa startowego.

Ten ,,akredytowany'' przy MAK - u Klich ma rację. Minister Miller także. Są bardzo duże rozbieżności, bo ta Anodina zapomniała dopisać w ,,raporcie'', że że Tupolew Tu - 154 M LUX o Nr 101 nie popełnił przestępstwa, uzasadniającego jego ekstradycję do Polski .......

Fide, sed cui, vide .......

Już 10 kwietnia było do przewidzenia,jaki będzie ,,raport końcowy'' MAK.Błąd pilotów,nie powinni lądować itd. Wczoraj doszedł ,,ważny wątek'', że gen Błasik miał 0.6 promila alkoholu we krwi. Anodina zapomniała dodać, a ile to promili miały inne osoby, co raczej nie było trudne do ustalenia, bo Rosja twierdzi, a minister Kopacz potwierdza ,,wykonano'' sekcje wszystkich zwłok Wczoraj ,,pod wieczór'' ten ,,badacz'' Klich pretendujący na kolejną kadencję w PKBWL nie omieszkał dodać, że jego nie zaproszono, bo Ruskie miałyby kłopoty z odpowiedzią na ,,jego'' pytania. A my mamy oczywiście to WSZYSTKO mamy przyjąć do wiadomości i zamknąć gęby. Ciekawe, dlaczego tak tej Anodinie łapy się trzęsły podczas wczorajszej ,,konferencji''. Do zobaczenia za ...... 70 lat. Historia kołem się toczy...tylko z udziałem innych aktorów.

Polskie kozaczenie plus rosyjski burdel - przyczyna i skutek

Pełny szacunek dla p.Edmunda Klicha!
Ta katastrofa po raz KOLEJNY obnaża mizerię naszego lotnictwa wojskowego i totalne lekceważenie wszelkich przepisów - a nawet podstawowych zasad zdrowego rozsądku.
I niewiele ponad miesiąc (26 maja) PO tej katastrofie Jak-40 ląduje na ZAMKNIĘTYM lotnisku w Bydgoszczy - bo trzeba zabrać "Radka" Sikorskiego. Nic to, że lotnisko jest oficjalnie zamknięte - PAN Minister raczy się niecierpliwić! No to lądujemy, zabieramy Pana Ministra i startujemy! Z ZAMKNIĘTEGO LOTNISKA! Tak szkolone są nasze "orły" Pan każe - sługa musi! Ciekaw jestem, czy odnotowano to jako INCYDENT - zapewne nie, a powinno zostać wszczęte śledztwo!
To jasno pokazuje, co się dzieje w lotnictwie wojskowym i co chciał ujawnić p.Edmund Klich - no to zastąpiono specjalistę posłusznym urzędnikiem. Czy w Bydgoszczy też zawiniły "RUSKIE"??? A może przygotowywano zamach na "Radka" Sikorskiego (oczywiście z użyciem ciekłego helu do wytworzenia sztucznej mgły i obniżenia siły nośnej)?
Mój instruktor mawiał - "Myślami masz być 10 sekund przed samochodem, ale minutę przed samolotem" - no, ale ja nie latałem na odrzutowcach!
Niestety - tak jak piloci Jaka 40 świadomie wylądowali na zamkniętym lotnisku bez KONTROLI RUCHU NA PŁYCIE !!! tak piloci Tu154M świadomie rozpoczęli podejście do lądowania wiedząc, że przepisy lotniskowe i posiadane uprawnienia im tego JEDNOZNACZNIE zabraniają!!! Odpowiedź jest jedna - i wielu znana! Pan Edmund Klich miał odwagę to powiedzieć - i szybko zepchnięto go w cień. Polscy piloci oraz (co ważniejsze) ich dowódcy NIE MOGĄ BYĆ PRZECIEŻ WINNI!!!

Nie wiem, czy Pan czyta te komentarze Panie Pułkowniku Klich. Jeśli tak, to proszę przyjąć mój uścisk ręki. Jestem związany z awiacją od ponad trzydziestu lat i wiem, że niezależnie od rządzącej formacji politycznej BL było dotychczas bezwzględnym priorytetem i nie podlegało jakiejkolwiek dyskusji, a szczególnie profilaktyka. Nauczono mnie i ja uczyłem młodych, że przepisy lotnicze napisane zostały krwią lotników, że statek powietrzny jest tylko maszyną, której nie wolno się bać, ale należy ją szanować tak, jak nakazują instrukcje, ani więcej, ani mniej. Chyba to się teraz gdzieś rozmyło i zapomniało.
I nigdy nie przypuszczałem, że w 36 bardzo specjalnym plt może się zdarzyć katastrofa większa niż rozbicie się An-24 z min. Ociepką na pokładzie prawie 30 lat temu pod Goleniowem. Lecz przecież ostatnie kilka lat w lotnictwie SZ to tragedie, popieram tu opinię Pana, Panie Edmundzie, których przyczyną był tzw. czynnik ludzki, przede wszystkim niewystarczające przygotowanie, nie tylko pilotów, ale i organizatorów lotów, nawigatorów, techników ... Lista jest długa, Anakonda na Zatoce, C-295M w Mirosławcu, An-28 w Babich Dołach, Kania na pograniczu, C-130 w Afganistanie, Mi-24 w Toruniu, i również w Afganistanie, Sokół w Iraku, Cessna w Krakowie, Mewa w Rębiechowie. I teraz Tu-154M w Smoleńsku, gdzie zginęło w katastrofie tylu niewinnych ludzi, którzy zaufali i lotnikom wojskowym, którym wmawiano, że są doskonali, i bezmyślnym, nie skrępowanym jakąkolwiek odpowiedzialnością organizatorom tej tak ważnej dla Polaków uroczystości w podsmoleńskim lesie.
Proszę nie przejmować się szczekaniem szakali, którzy uwierzyli, że są obiektywnymi dziennikarzami albo, pożal się Boże, ekspertami lotniczymi. Im trzeba igrzysk, stalinowskich procesów bez potrzeby udowodnienia winy, oni już wiedzą, że winni mogą być tylko ruskie, bo Polak nigdy przecież błędów nie popełnia.
Eksperci lotniczy, ci zwykli, nie prą na szkło, cierpliwie czekają na przedstawienie przez właściwą KBWL, kompetentną, posiadającą wymagane narzędzia badawcze, mniej ważne czy rosyjską, czy polską, najbardziej prawdopodobnej hipotezy dotyczącej przyczyny tego strasznego wypadku lotniczego(nieczęsto udaje się udowodnić przyczynę). I dopiero wtedy będzie mogła zacząć właściwą pracę prokuratura w zakresie postawienia zarzutów osobom potencjalnie winnym. Mam nadzieję, że w zakresie postępowania prokuratorskiego znajdzie się też dyletanctwo i personalna odpowiedzialność urzędników biorących udział w przygotowaniu tej półprywatnej wyprawy za publiczne pieniądze, w której delegacje służbowe posiadali zapewne tylko śp. członkowie załogi, borowcy i Pan Prezydent.

Półprywatna?????????????
Tak trudno zrozumieć ze cała przyszłośc istnieje w przeszłości.
Gdyby nie Ci z Katynia,z Syberii,z naszych różnych szkół[od podstawowych po uniwersytety] i cała inteligencja która tworzyła Polskę ,ta którą mordowali nie byłóby tutaj nas.Sąsiedzi robią wszystko żebyśmy nie znali swojej historii,zeby nas wynarodowić. W polskich mediach nie ma polskiej muzyki-nie ma Polski.Niemcy i Rosjanie hołubią swoich,a my pozwalamy sobą poniewierać.
Po tym poznać jednak wykształconego rzemieślnika.

Zgadzam się całkowicie z przedmówcą(oprócz C-172,ktora nic z wojskiem nie miała).Nie wiem dlaczego tak się roztrząsa tę sprawę.Trzeba po męsku i jasno powiedzieć:winien jest niestety śp.prezydent.To on się spóżnił,to on nie przewidział rezerwy czasowej na ewentualne lądowanie na lotnisku zapasowym,a to wiązałoby się z "kołataniem" się autobusem.Winien jest również śp.A.Błasik,który mógł podjąć jedyną życiową decyżję odejścia na lotnisko zapasowe (za cenę utraty intratnego stanowiska}.Straciłby etacik,ale byłby moralnym zwycięzcą ratując życie pozostałym.

ŁAPY PRECZ OD PANA MUNDKA!!!
Jedyny fachowiec w tym kraju ociekającym jadem plwaczy!
Dajcie Człowiekowi spokojnie pracować!

Jak Panu nie wstyd Panie Klich ?
Kogo Pan się boi, Rosji ?
Wszystkie informacje przekazywane przez Pana są mało wiarygodne, gubi się Pan już w tych kłamstwach.
Polacy oczekują trochę prawdy.

Tylko Edmund Klich mówi prawdę w tej sprawie. Szacun! Panie Edmundzie Pan się nie boi, cała lotnicza Polska za Panem stoi....

Cokolwiek by nie dywagować, życia nikomu to nie wróci. Dziwnym i zastanawiającym postępowaniem tzw. strony wojskowej jest postępowanie tego generała od szkolenia. Gdzieś, ktoś pisze scenariusze i podstawia pod nie jak nie Pana Edmunda Klicha, to wspomnianego generała. A gdzie jest RZECZYWISTA PRAWDA. Gdzie FAKTY i ich rzeczowa ocena. W Smoleńsku nie zginęli przecież pomocnicy szewca, a elita Rzeczypospolitej Polskiej.

Piszesz o politykach czy pilotach? Bo jeśli o pilotach, to trudno się zgodzić. Jeśli o politykach - jeszcze trudniej.

Panie Klich ja niczego nie domyślam się, wiem że nie
powinni tam lądować OK. Ja tylko pytam :

DLACZEGO SAMOLOT ZNALAZŁ SIĘ 1100 METRÓW PRZED LOTNISKIEM NA WYSOKOŚCI kilku METRÓW i -dziesiąt metrów od osi pasa ?

Nic więcej nie chcę wiedzieć.

Może dlatego, że piloci byli "elitą"? "Elita" już wielokrotnie wcześniej w ostatnich latach wykazała się "elitarnością" w licznych wypadkach, katastrofach i incydentach. Ten jest tylko najbardziej z nich wszystkich spektakularny i medialny. Jak w MON i SP nie dojdzie do prawdziwego trzęsienia ziemi, to zapewne pozostaje nam tylko oczekiwać na kolejne "pokazy". I trzymać się z dala, żeby uniknąć trafienia odłamkami.

nie jestem Klichem - ale odpowiedz wydaje sie oczywista.

dlatego ze piloci szukali ziemi poslugujac sie radiowysokosciomierzem.
przed lotniskiem pod sciezka podejscia wystepuje tam depresja .

jak na takie wyposarzenie lotniska uzyskali i tak przyzwoity wynik - odchylka boczna rzedu parudziesieciu metrow od osi pasa z 2 km ,bez widocznosci to niezle .

Odchyłka była żadna. Pałka była idealnie wycentrowana. Tyle, że współrzędne progu podane w dokumentacji lotniska lokują próg 30-40 m na południe i 170 m na wschód od faktycznego progu. Nie są bowiem wyrażone ani w WGS-84, ani z odpowiednią dokładnością (0.01"). Do tego ręcznie wklepane.
Klasyczny CFIT typu ruska ruletka (co za zbieżność miejsca i okoliczności!) z użyciem FMS/GPS w roli LOC/DME a nawet ILS Cat II, może nawet IIIa (z tym, że odchylenie od ścieżki "elita" wylicza w głowie, i to do samej ziemi), oraz radiowysokościomierza zamiast barowysokościomierza (żeby chociaż po minięciu BRL, zamiast przed) na zwykłym podejściu nieprecyzyjnym typu NDB. Oto inny przykład klasyka:
http://aviation-safety.net/database/record.php?id=19990812-0
http://aviation-safety.net/go.php?http://www.tsb.gc.ca/eng/rapports-repo...

nihil novi sub sole - czy jak tam mówili starożytni.

Oczywiście takie podejścia wykonuje wyłącznie ścisła "elita". My możemy jedynie "pozazdrościć".

Dla mnie sytuacja jest prosta i dowodzi obłudy wojaków. Już zaczęto zwalać winę na pilotów - gdyby system nie promował naruszania przepisów to w obecności dowódcy Błasika nikt nie odważyłby się na zejście poniżej minimów. Klich też zaczyna niepotrzebnie wdawać się w rolę gwiazdy brukowców.

Obłuda to właściwe słowo. Jak już pisał poniżej MASZ
nie jest w ich interesie inny wynik niż wina pilotów.
Dochodzenie i analizowanie błędów systemowych
zagroziłoby paru trepom na wysokich etatach.

Pan Edmund uważa polskich pilotów za kompletnych idiotów, samobójców, nieuków nieznających najprostszych wyrażeń w języku rosyjskim.

Ja bym prosił o odpowiedź dokładnie jaki sprzęt dodatkowy był w chwili gdy kilka dni wcześniej lądował Putin i Tusk.
Czym było to spowodowane zastosowanie takiego sprzętu? w czym miał pomóc?

Wystąpił poważny problem z odbiorem sygnału z radiolatarni położonej kilometr od pasa co potwierdzili piloci z JAK-a
Co robili Rosjanie tuż po wypadku z radiolatarniami po co wymieniali żarówki?
Jak teraz działa radiolatarnia? Czy po katastrofie była naprawiana?

Polski Rząd Donald Tusk i podległe mu osoby kierują się jedną maksymą:
"Tylko nie drażnić Rosjan" - dziwna taktyka w czasie trwającego śledztwa.

Każde pytanie Polaków jest nie na miejscu? Jest atakiem na braci Rosjan???????????????????????????

Na polskich pilotach można psy wieszać, wyzywać, insynuować ich mierne wyszkolenie
Z drugiej strony nie można pytać Rosjan o podstawowe fakty.

Klich przytula i pociesza bidulka kontrolera że na 3 dni przed emeryturą taka katastrofa...

Obraz polskiego lotnictwa przedstawiony przez szanownego eksperta jest fatalny.Wcale się nie zdziwię jak za kilka tygodni zagraniczni (być może rosyjscy na mocy porozumienia rządów i przyjaźni narodów) piloci będą pilotować samoloty z Tuskiem na pokładzie

Mijasz się z prawdą kolego. E. Klich nie twierdził że piloci
nie znali rosyjskiego. Ponadto on jako pierwszy powiedział
że wina nie kończy się na pilotach.

Co do radiolatarni i żarówek to pomyśl do kogo masz żal i o co.
Gdyby to było cywilne lotnisko to musiałoby spełniać normy ICAO
i wtedy zasadne byłyby pytania o stan oświetlenia i pomocy
radionawigacyjnych. Na wojskowych lotniskach u nas w kraju
są ILS tylko do użytku dla wojskowych statków powietrznych
właśnie dlatego że nie są certyfikowane wg. przepisów cywilnych
- analogiczna sytuacja jak w Smoleńsku.

A obraz polskiego lotnictwa przedstawiony przez szanownego
eksperta jest owszem fatalny ale niestety prawdziwy. Wiem że wielu
osobom ujawnianie tej prawdy nie odpowiada ale jak już pisałem
nie ma cudu - pilot musi latać dużo żeby latać dobrze.
Latanie jest drogie, kasy na to nie ma i nikt nie obwinia samych
pilotów o taki stan rzeczy. Dlatego uważam że słusznie Pan
Edmund Klich doszukuje się winy u decydentów.

"Ja bym prosił o odpowiedź dokładnie jaki sprzęt dodatkowy był w chwili gdy kilka dni wcześniej lądował Putin i Tusk.
Czym było to spowodowane zastosowanie takiego sprzętu? w czym miał pomóc? "

tym sprzetem dodatkowym bylo przejrzyste powietrze.

w takich warunkach jak 10 kwietnia nie wolno ladowac tym samolotem na tym lotnisku.
nawet nie ma potrzeby schodzenia na wysokosc decyzyjna , gdyz nawet gdyby zobaczyli pas , nie wolno ladowac. min. vis nie spelnione . koniec.
to nie ma tez nic wspolnego z treningiem na symulatorze.
to tak jakby ktos trenowal na symulatorze przejazd przez skrzyzowanie na czerwonym swietle.

Jeżeli nie wolno i jeżeli rosyjski wojskowy Ił przed nimi zawrócił to dlaczego próbowali lądować ?! Nie potrafię tego zrozumieć !

Panowie
Krotka pilka

w tych warunkach pilotom nie wolby bylo wogole myslec o ladowaniu. proba podejscia do ladowania byla niedopuszczalna - to bylo przedsiewziecie kryminalne.
Takich experymentow nikt obdazony elemntarnym instynktem samozachowawczym nie bedzie przeprowadzal majac na pokladzie sto osob.
To nie ma nic wspolnego ze szkoleniem. Popelnili banalny lecz tragiczny w skutkach blad.
Dwa zdania zalatwiaja probleme takiej katastrofy na przyszlosc:

1. na pokladzie samolotu w trakcie lotu pilot jest prezydentem
2. w lotnictwie obowiazuje barometryczny pomiar wysokosci.

Ludzki blad , blackout - i na tym polega problem. Ludzie sie myla popeniaja bledy. Gdyby to byla usterka maszyny to moznaby ja usunac - przedsiewziac srodki zaradcze na przyszlosc, ale jak poprawic konstrukcje , ktora jest czlowiek , tak by sie nie mylil?

mowiac obrazowo - pilot wjechal na czerwone swiatlo i sie tym razem nie udalo przejechac przez skrzyzowanie.
Braklo instynktu samozachowawczego , braklo zdrowego rozsadku , zabraklo zwyklego poczucia strachu - akurat w tym przypadku nie sa winne jakies wieloletnie bledy systemowe.
Polscy Piloci wojskowi naleza do najlepiej wyszkolonych - blad popelnia kazdy.
Inni szkoleni w ten sam sposob takiego bledu nie popelnili - jeszcze nie , ale kazdemu sie zdaza - to kwestia przypadku z jakim skutkiem.
Dzisiaj popelni blad kilka , kilkanascie osob i przyplaci to zyciem - w ruchu drogowym.

Gdyby lecieli nowsza maszyna benkiem za paredziesiat mil dolcow tylko straty materialne bylyby wieksze.

Mit o tym że polscy piloci są najlepiej wyszkoleni na świecie
może być szkodliwy. Być może nawet miał udział w tym wypadku.
Nie oszukujmy się - mit nie jest prawdziwy. Cudu nie ma - jak się
lata mało to trudno mówić o doskonałym wyszkoleniu choć
faktycznie w wojsku piloci lubią wierzyć w te bzdury. Wiem bo
służyłem i też w te bzdury wierzyłem latając po 40h rocznie.
Zrozumiałem jak zacząłem latać po 20-40h miesięcznie że to
kompletne bzdury.

Z resztą postu się zgadzam natomiast nie ma dla mnie znaczenia
czy na pokładzie jest prezydent czy jestem sam - bezpieczeństwo
nie może być warunkowe.

tak, zgadzam sie - moze byc szkodliwy.
niebezpieczny jest mit jakoby polski pilot potrafil latac na drzwiach od stodoly.
to wierutna glupota z czasow kiedy niedostatki sprzetowe placili latajacy krwia .
to moze ktos wymyslil dla kurazu, zeby latwiej wypuscic w maliny ( czyli na tamten swiat) mlodych pilotow wojskowych latajacych na przestarzalym sprzecei - zostawnmy ten watek jednak.

ale nie napisalem jakoby nalezeli do najlepiej wyszkolonych na swiecie.
nie .
z mojego doswiadczenia niewojskowego , ale obcujac z pilotami wojskowymi roznych masci za najlepiej wyszkolonych rzemieslnikow uwazam rosjan.
sa to znakomicie wyszkoleni indywidualisci dzialajacy w ramach niezbyt sprawnej maszynenerii jaka jest ich lotnictwo wojskowe.
Piloci zachodni sa czescia wyrafinowanego systemu .potrafia dokladnie to co jest konieczne do dzialania tego systemu.
Polacy sa gdzies posrodku.

Ten przypadek jest tematem na wiele prac doktorskich z zakresu psychologii.
dlaczego 3 doroslych wyszkolonych facetow z doswiadczeniem dowodcy 4000 godz nieporownywalnych z lotami na samolotach liniowych w obecnosci doswiadczonego dowodcy liczy w warunkach mgly do 20 -tu zamiast do dozwolonych w dobrych warunkach 100 - wiedzac o tym, iz odpowiadaja rowniez za cudze zycie.

Zgoda- bezpieczenstwo nie moze byc warunkowe , a oni podjeli ryzyko zagrozajac cudzemu zyciu i wiedzac o tym.

jest nawet przepis , ze jesli chce sie zrobic podstawowe figury akrobacji samolotem majac na pokladzie pasazera nalezy wyraznie uzyskac jego zgode .
a coz dopiero podejmujac sie niebezpiecznego manewru w warunkach niedozwolonych ?-nikt na to zgody by nie udzielil .

Dla mnie to najwieksze sqr---stwo , w ten sposob szermowac zyciem innych .

Braklo zdrowego rozsadku.
Jesli latam z kims to czuje sie rowniez za niego odpowiedzialny i nie przekraczam dozwolonych minimow- przeciwnie w lotach wagi panstwowej , ( ktorych dla jasnosci oczywiscie nie wykonuje ) te minima bym nawet podwyzszyl , tak jak to ma wiele kompani lotniczych w lotach rejsowych .

nie ma potrzeby w warunkach pokoju i przy tak rozwinietej infrastrukturze lotniczej wykonywac loty bardziej ryzykowne niz to mozliwe.

Ja uważam,że pan Klich powiedział prawdę.Tusk chce mu zamknąć usta,ale się nie da.

żałosne to włażenie w d...

Plecie jak baba na straganie, a może pomidory są tańsze tu a może tam rzodkiewka, a może kupiłby selera a może nie.

Człowiek niesamowity. Wiedza to nie mądrość, a ta ostatnia przychodzi właśnie z wiekiem. Dlatego nie mówi nic a zbiera. Życzę mu powodzenia i będę cierpliwie czekać na raport. Mam wielką nadzieję, że w końcu ktoś wyciągnie wnioski.

Brawo Krzysiek! Wreszcie sensowna wypowiedź!

Dołączam się z wyrazami szacunku dla Pana Edmunda.

Zadufany baran, ktory jest fachowcem a jednocześnie kpi ze spoleczenstwa wiem ale nie powiem. Jestem nieco starszy od tego Pana
i też mam odpowiedziaqlna pracę , ale takiej
nakazanej przez kogos przez kogoś błazenady
jeszcze nie spotkałem, i tak prawda obojetne kto za nia stoi wyjdzie na jaw, a jedynym
ktory wyjdzie na błazna bedzie ten fachowiec od siedmmiu bolesci.

tak to się zwykle-przeważnie ! dzieje na starość, więc nie bez powodu określono "wiek emerytalny" na 65 lat !
Dla pewnych zawodów nawet wcześniej :))
"wesołym staruszkom" nie wolno nawet chodzić na zakupy do sklepiku ! :))

Szanowny Panie

Pan Edmund Klich doskonale rozumie sytuację, w której przyszło mu działać i wie co robi. Polska prokuratura wojskowa nie jest zainteresowana wyjaśnieniem czegokolwiek w tej sprawie, ponieważ jej zadaniem jest uniemożliwienie pociągnięcia do odpowiedzialności ludzi, którzy przez zaniedbania w szkoleniu lotniczym przyczynili się do katastrofy. Polska prokuratura wojskowa "chodzi na pasku MON" od MON-u zależą awanse i kolejne stanowiska w prokuraturze wojskowej. Podobnym uwarunkowaniom podlega Wojskowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych, więc i ona nie jest do końca zainteresowana wskazaniem winnych tragedii, dlatego musimy się spodziewać utrudniania postępowania przez wojskową prokuraturę i Wojskową Komisję Badania Wypadków Lotniczych. Pan Edmund Klich jest szefem (cywilnej) Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, który został poproszony przez Tuska o pomoc w badaniu zdarzenia. Jest też emerytowanym pilotem wojskowym, który doskonale zna mechanizmy działania prokuratury i Wojskowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych w takich przypadkach. Wypowiedź Pana Edmunda Klicha tuż po katastrofie, w której stwierdził, że zawiodły procedury w wojskowym szkoleniu lotniczym mocno zbulwersowała generalicję i MON, dlatego były "zgrzyty" na początku jak zapewne Pan pamięta. Dziś fakty zaczynają już układać się w logiczną całość. Pan Edmund Klich wie, że musi spokojnie zebrać wszystkie materiały by udowodnić ludziom odpowiedzialnym za szkolenie lotnicze w wojsku, że dopuścili się skandalicznych zaniedbań. Generalicja i pozostali odpowiedzialni mają najwięcej do stracenia, dlatego będą "kąsać" na wszystkie strony, utrudniać i przedłużać śledztwo by odsunąć od siebie bądź zrzucić na innych odpowiedzialność za fatalny stan szkolenia lotniczego w armii. Pan Edmund Klich wie co mówi twierdząc, że "odpowiedzialni za tragedię chcą zrzucić całą winę na pilotów". Sprawa katastrofy Bryzy w Gdyni jest tego najbardziej jaskrawym przykładem, potwierdza to również katastrofa Mi-24, Casy i chyba najbardziej spektakularna z nich katastrofa TS-11 na defiladzie w listopadzie 1998r.
Podsumowując, nie powinien Pan wypowiadać się o tym człowieku w tym tonie. Ten Pan wie co robi biorąc pod uwagę "siłę rażenia" generalicji i MON-u. Zapewniam Pana, że zrobi co trzeba w odpowiednim czasie.
Jak Pan zapewne się domyśla w kabinie Tu-154 znajdował się dowódca Sił Powietrznych, a to stawia pod znakiem zapytania cały proces szkolenia lotniczego w naszej armii. Dlatego ludzi, którym będzie zależało na "pozamiataniu" tej sprawy, można liczyć w setkach. Stąd bardzo rozsądne i spokojne postępowanie Pana Edmunda Klicha.

Pozdrawiam Pana

MASZ

Zgadzam się w pełni.

Jestem może tylko troszeczkę młodszy od Pana ale upoważniony już wiekiem do tego żeby w pełni poprzeć Pana wpis. To co wyczynia ten zaprzedany MAKowi specjalista woła o pomstę do nieba. Niech odpowie jeśli ma taką ogromną wiedzę dlaczego zrzuca winę na pilotów i ich błąd a nie koncentruje się na badaniu przyczyny próby podejścia do lądowania na kilometr przed rozpoczęciem się pasa i nie w osi tego pasa. Jak udzieli odpowiedzi na to pytanie to wyjaśni nam co się tam stało i jak zostali oszukani piloci poprzez fałszywe radiolatarnie - najbardziej prawdopodobna przyczyna zamachu z którą się zetknąłem, a którą ten BUC zamierza zamieść pod dywan. Jeszcze te ironiczne śmiechy na koniec rozmowy w TVN24 (WSI24) i bałwochwalcze stwierdzenia o tym, że przyczyny tkwią wnieprzygotowaniu pilotów i w ustawodawstwie. Generalnie może i tak jest ale rodzi się pytanie co on robił do tej pory w sprawie tego, żeby coś zmienić.
Na początku tak się dobrze zapowiadał ale teraz to już nie wierzę ani jednemu jego słowu.
Jakie haki na niego mają, że tak nas próbuje oszukać w sprawie tego pseudośledztwa.

Widać Jadax że nie masz orientację w tematach lotniczych
nie zmąconą bliższą znajomością rzeczy. Usłyszałeś od kogoś
niemądrą teorię o radiolatarniach i ją powtarzasz.

Gdybyś porozmawiał o zagadnieniu z początkującym nawet pilotem
uczącym się do licencji zawodowej dowiedziałbyś się że
oprócz odbiornika ADF duże samoloty są wyposażone w
bezwładnościowy system nawigacyjny i w większości w GPS.
O ile można by domniemywać że GPS również został zakłócony
to systemu bezwładnościowego żadnego typu działanie by nie
dotknęło. Co do wysokości to potwierdzono że załoga miała
poprawne informacje nt. odległości od ziemi. Tyle warta jest
teoria którą bez pomyślunku powtarzasz po jakimś matole
oczerniając przy tym godnego szacunku i kompetentnego człowieka
i twierdząc że nas próbuje oszukać. Ciekawe na jakiej podstawie
wysnuwasz takie wnioski.

Przejdźmy może koledzy do merytorycznych argumentów zamiast marnować
czas na komentowanie wypowiedzi o takim poziomie jak powyższa.

Tylko co ma bezwładnościowy system do lądowania? chyba trochę Ci się pióro rozpędziło:)

No być może powinienem był napisać wprost zamiast
pozostawiać fakty do zestawienia ;)
Kolega Jadax sugeruje ze niesprawne bądź nawet celowo zakłócone
radiolatarnie spowodowały wypadek. Dlatego właśnie pisałem
o GPS i systemie bezwładnościowym oraz braku możliwości zakłócenia
pracy tego ostatniego z zewnątrz. W związku z tym nie ma ma
tematu braku informacji o rzeczywistej pozycji samolotu.

Ech koleżko. Gdybyś kiedykolwiek zrobił choć jedno podejście w złych warunkach meteo na 2 NDB, to wiedziałbyś, że odchylenie od osi było praktycznie żadne, a wysokości nie dopilnowali, albo świadomie zeszli poniżej minimów.

Fałszywe radiolatarnie? Czas już chyba najwyższy, abyś rozpoczął terapię. Może nie jest jeszcze za późno...

W TVN ogladalem wywiad pana Klicha i uwazam ,ze lekcewazyl pytania redaktora i ukrywal prawde.Po co w takim razie Pan Klich przyjechal do TVN jak nic nie wniosl do sprawy katastrofy smolenskiej i nie udzielal zadnych konkretnych odpowiedzi.Kto zakazal mu milczec? 21 maja 2010r.godz.20.30-w tvn

Cytujac przedmowce:

"...nie udzielal zadnych konkretnych odpowiedzi."

"Kto zakazal mu milczec?"

Mysl najpierw a potem pisz.

Nie ogladalem tego wywiadu ale biorac pod uwage kompetencje, powage Pana Edwarda Klicha
oraz jego dotyczasowe dzialanie zawsze niezawisle, obiektywne i niezalezne od naciskow
ze strony ministra Klicha sklonny jestem raczej uwierzyc w to ze czegos nie zrozumiales.

A moze negatywnie oceniasz niechec Pana Edmunda Klicha do wypowiadania sie w kwestiach
ktore sa badane i nie zostaly jeszcze finalnie rozstrzygniete? No coz - niektorzy wola
bzdury gadane przez dziennikarzy i ich niebywale kompetentnych gosci w 'specjalnych
wydaniach' programow informacyjnych w godzine po wypadkach lotniczych oparte na braku
potwierdzonych informacji.

W godzinę lub dwie właśnie było wydane oświadczenie ze strony rosyjskiego półkowwnika (jeżel dobrze pamiętam stopień) związanego z lotnictwem. Mówił on, że katastrofa spowodowana została błędem pilota i brakiem dobrej znajomości języka rosyjskiego, spowodowało błędne rozumienie polećeń. Widać z tego oświadczenia, że całe dochodzenie komisji polega na udowodnieniu tej własnie tezy, bez sprawdzenia zapisów. Dzieki przypadkowym zdjęciom dowiedzieliśmy sie, że oświetlenie było wadliwe, w trzy dni po katastrofie uzupełniano żarówki, a osoba naprowadzająca w trzy dni po katastrofi przeszła na emeryture i nie ma znią kontaktu. Wnioski nasuwają sie same i nie trzeba tu być wielkim specjalistą. Nie znana jest przyczyn a istnienia tak wielkiej siły, która spowodowała porozrywania ciał w stopniu uniemożliwiajacym identyfikację osób. Jest to zupełnie nie spotykane w innych porównywalnych katastrofach gdy samolot spada z nacznie z większych wysokości i przy większych szybkościach. Czasem znajdują się WSZYSCY ŻYWI.

PKBWL nie służy zadośćuczynianiu ciekawości ani prokuratury, ani dziennikarzy.
I tyle. I chwała jej za to.
Będzie stosowny czas na raport i wtedy wszyscy dowiemy się tego, co w sprawie i dla profilaktyki ważne.
Całe szczęście, że mamy PKBWL, która ma świadomość tego, że bycie na usługach prokuratury i dziennikarzy (więc i dzielenie się z nimi wszystkimi pozyskanymi w trakcie badania sprawy informacjami) raz na zawsze pogrzebałoby całą profilaktykę związaną z badaniem wypadków, bo nikt nie chciałby zeznawać prawdy bo ważna by była wina i obawa przednią, a nie przyczyna i zapobieganie.

Pewnie Maciarewicz...

Na bank byli pijani, mam szwagra pilota, mówi że piją na potęgę.

Wypowiedz rzeczowa a podana w niej informacja jest niewatpliwie bardzo wiarygodna.

Panie Edmundzie,
Nisko kłaniam się.

Przeanalizujcie jakość dyfuzorów silników tu 154. Pozdrawiam. Grzegorz

Ustalanie przyczyn katastrofy i opracowanie pełnego raportu potrwa ROK - tak Klich rzekł. Zastanawiam się teraz ilu dziennikarzy palnie sobie w łeb, bo im wydawcy kazali przynieść przyczyny do redakcji na DZIŚ :)

Szkoda, że dziennikarstwo masowe nie rozumie, że nie ma nigdy JEDNEJ przyczyny w lotnictwie, są ich czasem dziesiątki.

W tym konkretnym przypadku jest tylko jedna przyczyna - obecność w kabinie Tu-154 dowódcy Sił Powietrznych za plecami pilotów (podwładnych).
Wszystko co zdarzyło się poniżej 120m to fatalne skutki tej obecności.
Zgadzam się, że dochodzenie prowadzone przez polską prokuraturę wojskową i Wojskową Komisję Badania Wypadków Lotniczych potrwa rok, a może i dłużej. Jedynym pocieszeniem i gwarancją pełnego wyjaśnienia tej tragedii jest osoba Pana Edmunda Klicha, współpraca cywilnej Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, cywilnej prokuratury i organów powołanych przez stronę rosyjską. Gdyby sprawą zajmowała się tylko polska strona wojskowa było by "pozamiatane".
Dziennikarze są niecierpliwi - to prawda, dla nich liczy się news. Coraz więcej jednak z nich zaczyna rozumieć uwarunkowania tej tragedii. Zaczynają zadawać coraz trudniejsze pytania i co najważniejsze znajdują odpowiednich adresatów tych pytań, a to napawa pewnym optymizmem.

Nie wiem, czy słyszeliście, ale niedawno w Newsweeku napisali przy zdjęciu poskładanych do kupy szczątków Tupolewa 154 36SPLT, że według "niektórych", - TO NIEMOŻLIWE, ŻEBY PO ZWYKŁYM UPADKU NA ZIEMIĘ Z SAMOLOTU TYLKO TYLE ZOSTAŁO...

A Pan Klich - tak, pełen szacun za wiedzę. Tylko cóż to dla ludzi ta fachowa wiedza, jak oni chcą krwi, wojny, konfrontacji, i dla nich klasyczny w lotnictwie ZBIEG PECHOWYCH OKOLICZNOŚCI i drobnych błędów zbierających się na WYPADEK to ŚCIEMA - tylko spisek najważniejszy! Ech...

To się jeszcze okaże czy to były tylko drobne błędny i zbieg pechowych okoliczności - na razie wiele wskazuje raczej na małego pecha, za to WIELKĄ NONSZALANCJĘ używając słów niejakiego B.Klicha po katastrofie CASA C-295, zaniedbania i niekompetencję na wielu poziomach.

Oglądam pana teraz w telewizji,pełen szacun dla profesjonalizmu. Politycy i tak nakłamią...