Blog Mikołaja Doskocza: Pilot na „umowie śmieciowej” i działalność gospodarcza

Samolot na niebie (fot. freeimages.com)

Coraz bardziej powszechne jest angażowanie pilotów w liniach lotniczych w innych formach niż stosunek pracy. Najczęstsze jest zakładanie przez pilota jednoosobowej działalności gospodarczej i świadczenie usług na rzecz linii lotniczej. Nie do końca zgadzam się z nazywaniem tego „śmieciówkami” ale pojęcie już na tyle weszło do języka, że nie ma co walczyć z wiatrakami.

Pilot na działalności gospodarczej

Korzyści są czysto ekonomiczne – linia lotnicza nawiązując współpracę poprzez umowę zlecenia z pilotem, który prowadzi działalność gospodarczą jest w stanie zapłacić mu więcej niż przy umowie o pracę. Oczywiście nie zawsze tak się dzieje, ale po stronie pracodawcy znacznie zmniejszają się koszty, czyli chcąc być konkurencyjną linią, wynagrodzenie netto powinno być wyższe.

Mimo tego, forma angażu przez działalność gospodarczą ma wiele wad. Brak płatnego urlopu (chyba, że się inaczej dogadasz), zazwyczaj możliwość szybkiego zakończenia współpracy, prowadzenie działalności i koszty z tym związane. To wie każdy, nie będę się zagłębiał. Chcę napisać o innej kwestii, typowo prawnej – odpowiedzialności materialnej pilota za szkody. Pewnie niewielu z Was myśli o tym przy podpisywaniu umowy, a niestety jest o czym…

Odpowiedzialność materialna pilota

Wyobraźcie sobie taką sytuację:

Duże lotnisko, ruch jak w londyńskim metrze, presja czasu i jakiś błąd doprowadza do zaczepienia skrzydłem o inny samolot. Powiedzmy, że zderzenie jest z winy pilota (ale nieumyślnej, tj. nie wjechał tam specjalnie, tylko nie skoncentrował się wystarczająco). Szkoda może być poważna, ale zawsze samolot jest ubezpieczony. Zgodnie z polisą ubezpieczyciel wypłaca odszkodowanie, ale potem ma prawo do roszczenia regresowego wobec tego, kto za szkodę odpowiada (czyli do żądania zapłaty tego, co sam wypłacił w odszkodowaniu). Co wtedy z pilotem?

Generalną zasadą Kodeksu pracy jest ograniczenie odpowiedzialności materialnej do wysokości 3-krotności miesięcznego wynagrodzenia. Cały czas zakładamy, że szkoda nie została wyrządzona umyślnie. Boli, ale nie doprowadzi do długu na całe życie. I jeżeli pilot ma umowę o pracę, to ewentualne odszkodowanie zapłaci linii lotniczej – on sam nie prowadzi własnej działalności.

Przy działalności gospodarczej sprawa wygląda zupełnie inaczej. Jesteś przedsiębiorcą, więc odpowiadasz na zasadzie ryzyka do pełnej wysokości szkody[1]. Jest tak dlatego, że Prawo lotnicze[2] odsyła nas do Kodeku cywilnego, w którym mamy artykuły 435 i 436, a z nich wynika właśnie odpowiedzialność na zasadzie ryzyka. Jeżeli jesteś przedsiębiorcą, odpowiadasz za szkodę, chyba że nastąpiła ona wskutek siły wyższej albo wyłącznej winy poszkodowanego lub osoby trzeciej. Taką samą odpowiedzialność ponosi „samoistny posiadacz mechanicznego środka komunikacji”, czyli właśnie pilot sterujący samolot. To samo dotyczy posiadacza zależnego. Nie można wyłączyć takiej odpowiedzialności w umowie. Celowo nie piszę szerzej, dlaczego tak się dzieje – wolę skoncentrować się na sposobach uniknięcia odszkodowania. To znajdziecie niżej.

W moich przykładach, ubezpieczyciel może wnieść pozew przeciwko pilotowi o zapłatę za szkodę. Czarny scenariusz, to prawda. Ale niestety realny – słyszałem, jak po wypadnięciu samolotu Germanwings z DS. ubezpieczyciel wszedł na drogę sądową przeciwko pilotowi (chodziło wtedy o ponad 100 000 USD).

Jak się bronić?

Nie piszę tego, żeby Cię przestraszyć, ale pokazać możliwości obrony. Możesz np. wystąpić do sądu o uznanie, że Twoja umowa (mimo nazwy) była stosunkiem pracy.

Musisz udowodnić, że:
• Wykonujesz określoną pracę na rzecz pracodawcy;
• Pod jego kierownictwem;
• W czasie i miejscu wyznaczonym przez pracodawcę;
• a pracodawca płacił Ci wynagrodzenie.

Nigdy nie będzie to łatwe, ale sądy podchodzą do każdej sprawy indywidualnie. Nawet jeżeli współpracowałeś na działalności gospodarczej z linią lotniczą przez kilka lat, rozliczałeś się z ZUS i US, byłeś przedsiębiorcą, mógł to być stosunek pracy. Sąd Najwyższy w 2015 roku wydał przełomowy wyrok w podobnej sprawie, choć z innej branży[3] .

W liniach lotniczych łatwiej będzie wykazać kluczowe przesłanki – kierownictwo i czas oraz miejsce wyznaczone przez pracodawcę. Każdy operator ma PFO (Kierownika Operacji Lotniczych), który wyznacza pilotom trasy, godziny i kieruje nimi. Nawet jako przedsiębiorca, nie możesz sam sobie określić trasy i czasu lotu. To już poważny punkt zaczepienia w ewentualnym procesie sądowym.

Jeżeli uda Ci się udowodnić, że działalność gospodarcza była de facto stosunkiem pracy, w najgorszym razie nie zapłacisz całego odszkodowania a tylko 3-krotność miesięcznej pensji.

Możesz też przed sądem wykazywać, że nie byłeś posiadaczem zależnym samolotu. Posiadaczem zależnym jest ten, kto „faktycznie włada rzeczą jak użytkownik, zastawnik, najemca, dzierżawca lub mający inne prawo, z którym łączy się określone władztwo nad cudzą rzeczą[4]”. Łatwo nie będzie, bo chociaż raczej nie masz np. umowy najmu samolotu, to potrzebujesz mocnych argumentów i przykładów z orzecznictwa, że nie masz „władztwa” nad samolotem – oczywiście w świetle prawa cywilnego, nie lotniczego. Ale jeżeli się uda, Twoja odpowiedzialność będzie znacznie ograniczona a czasem nawet wyłączona.

To tylko dwie możliwości ochrony przed ogromnymi odszkodowaniami, jest ich więcej. W takim przypadku musisz być przygotowany na ciężką walkę – negocjacje z ubezpieczycielem lub już przed sądem. Ale pamiętaj, że samo podpisanie umowy na zasadach działalności gospodarczej nie skazuje Cię na ryzyko upadłości.

____________________________________________
[1] W skrócie odpowiedzialny za naprawienie szkody jest nawet ten, kto działa nawet zgodnie z prawem, ale przepisy kodeksu cywilnego traktują go jako „profesjonalistę”, który ma większą wiedzę i w związku z tym musi ponosić większą odpowiedzialność. Zawsze musi obowiązywać jakiś konkretny przepis ustawy, który „zwiększa” odpowiedzialność.

[2] Art. 206 § 1 Prawa lotniczego.

[3] Wyrok SN II PK 189/14 z dnia 24 czerwca 2015 r.

[4] Art. 336 Kodeksu cywilnego.

Więcej informacji na stronie www.latajlegalnie.com


Mikołaj Doskocz – radca prawny, partner w Kancelarii Florczyk, Doskocz i Wspólnicy. Specjalizuje się w prawie lotniczym – przede wszystkim od strony przedsiębiorców. Ukończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim, a następnie aplikację radcowską przy OIRP Warszawa. Doświadczenie zbierał podczas obsługi podmiotów lotniczych (przewoźników, producentów i usługodawców), a także w czasie, gdy kierował spółką zarządzającą lotniskami. Brał udział w pracach legislacyjnych w związku ze zmianami przepisów dotyczących lotnisk i przestrzeni powietrznej, ponadto jest członkiem Zespołu ds. aktualizacji Programu Rozwoju Sieci Lotnisk i Lotniczych Urządzeń Naziemnych.

Źródło: Mikołaj Doskocz
comments powered by Disqus