Doświadczyłem, przeżyłem, opisałem: "Cross-country…"

Cross country flight

Poniżej publikujemy kolejny artykuł z cyklu "Doświadczyłem, przeżyłem, opisałem", który otrzymaliśmy od jednego z naszych Czytelników.

"Samodzielne loty ucznia-pilota, zakończone powodzeniem. Instruktor uznał, że pora na cross-country. Przygotowałem trasę, sprawdziłem pogodę, instruktor zaakceptował przedłużone dokumenty więc sprawdziliśmy samolot i wystartowaliśmy. To był niezapomniany lot podczas którego odwiedziliśmy dwa lądowiska. Szło mi naprawdę dobrze. Minutówka - bezbłędna, kurs i wysokość praktycznie bez poprawek. Lądowania także wyszły bez zarzutu, do tego stopnia, że nawet ja nie miałem sobie nic do zarzucenia. Instruktor uznał, że czas najwyższy, abym sam podszedł do tej trasy. Dla bezpieczeństwa inny instruktor sprawdził moje umiejętności i padała decyzja, że lecę.

Pogoda, jak na grudzień była całkiem dobra, niebo delikatnie zachmurzone, wiatr też nie był najmocniejszy. Tak jak poprzednio wszystko policzone, nakreślone zweryfikowane przez instruktora. Samolot przejrzany ze dwa razy, a do tego jeszcze kilkukrotny test radia oraz mojej komórki (obowiązkowy raport z każdego zaliczonego lądowiska). Ostatnie pytanie na ziemi: lecisz? Oczywiście, że lecę. Start bez zastrzeżeń, odpowiednia wysokość, wiatr trochę huśtał samolotem, punkty kontrolne o czasie. Ponieważ leciałem na południe to i widoki piękne.

Dziękuję Kraków Informacja, przechodzę na radio lotniskowe, witam się, przelatuję na krąg południowy, podejście na 29 (beton), pełne lądowanie (bardzo ładne). Idę na wieże, proszę o do tankowanie, uzupełniam "kwitki" i biegnę w te pędy do samolotu. Checklista sprawdzona, wykołowuję na pas, zgłaszam start i ognia. I wyrwałem dalej. Po lewej i prawej piękne widoki. Lot przebiega dalej bez problemów, wszystko zgodnie z planem, kolejne lotnisko, także odhaczone (na jednym i drugim sms był). Z dumą ląduję. Idę na wieże z uśmiechem od ucha do ucha a tu instruktor do mnie z pytaniem: czego się cieszysz? Ja oczy w słup, o co mu chodzi? Mówi mi: miałem tel. z pierwszego lotniska. O mało nie skasowałeś dachu? Myślę sobie co on gada?

Cały lot przebiegał tak ładnie, byłem takiiiim super pilotem, że nie wiem, czego chce. Nagle wspomnienia wracają. Dopiero teraz doszło do mnie, że nie wszystko szło ładnie. Zgłosiłem start, dałem pełną moc, samolot ruszył, a kiedy na prędkościomierzu było 65 Knt. oderwał się od ziemi ale jakoś dziwnie nie rwał do góry. W końcu rozpędził się i poszedł w górę tylko pas się skończył za sekundę, a nad budynkiem który jest 200 m od progu pasa przeleciałem może z 50 m. 

W końcu do głowy przyszło mi olśnienie -wystartowałeś z wiatrem asie lotnictwa. A, że na poziomie lotniska ten wiatr był spory to i rozbieg się wydłużył. Od tej pory to pierwsza rzecz jaką sprawdzam- z której strony wieje wiatr. Na koniec rada mojego instruktora: wyobraź sobie, że rękaw wiatrowy to smok. Jak widzisz smoka to atakuj go od tyłu, bo z przodu masz marne szanse. Wiatr w ogon przy starcie i lądowaniu może zdrowo namieszać (a szczególnie w małym lotnictwie)".


Dziękujemy wszystkim za dotychczasowe zgłoszenia. Są one ważnym elementem budowania bezpieczeństwa lotniczego i umożliwiają uczenie się na błędach popełnianych przez innych. Doceniając trud włożony w napisanie artykułu, osoby, których teksty zostaną opublikowane na naszym portalu, będą honorowane specjalną koszulką „Aviation Safety Promoter”.
 

Źródło: dlapilota
comments powered by Disqus